Menu

Zielone pomidory, czyli Facebook wie, co z nimi zrobić

Słoiki z plastrami zielonych pomidorów i krążkami cebuli przed zalaniem zalewą, widok z góry

W niedzielę zebrałam ze szklarni resztę pomidorów. Całą kobiałkę. Zielonych, w różnych rozmiarach i odmianach.

Zrobiło się chłodno i chociaż na krzakach wciąż wisiało sporo pomidorów, trudno było liczyć na to, że jeszcze zdążą dojrzeć. Prędzej przyszłyby przymrozki i byłoby po wszystkim. Zebrałam więc, co się dało, zrobiłam zdjęcie i wrzuciłam je na Facebooka.


Zielone pomidory w koszyku

I wtedy się zaczęło.

Konfitura! Sałatka do słoików! Chutney! Relish! A może po prostu rozłożyć pomidory w domu i poczekać, aż dojrzeją? No i oczywiście smażone zielone pomidory, jak w filmie z 1991 roku z Kathy Bates.

Przyznam, że ta ostatnia propozycja szczególnie mnie rozbawiła. Kojarzyłam film, ale jakoś nie myślałam wcześniej o tym, że zielone pomidory można rzeczywiście tak przyrządzić. Człowiek ogląda film, a potem wystarczy jedna kobiałka warzyw i nagle okazuje się, że ma przed sobą całkiem nową kulinarną przygodę.

Pojawiło się też kilka innych pomysłów, o których wcześniej nie myślałam. Chutney, relish… Przy tym drugim musiałam się nawet chwilę zastanowić, co właściwie miałabym z tym zrobić. Człowiek myśli, że ma warzywa, a tu nagle okazuje się, że powinien znać jeszcze pół anglojęzycznej książki kucharskiej. ;-)

Najprościej byłoby zostawić pomidory w domu i poczekać, aż dojrzeją. Tyle że ja jestem z natury niecierpliwa i nie lubię, kiedy coś mi zalega. A już szczególnie nie lubię mieć na blacie kolejnej rzeczy, którą trzeba pilnować, przekładać i sprawdzać, czy przypadkiem już dojrzała.

Zaczęłam więc rozważać pozostałe opcje.

Problem polegał na tym, że nie mogłam zrobić wszystkiego. To była wprawdzie cała kobiałka, ale nie aż tyle pomidorów, żeby przygotować jednocześnie konfiturę, sałatkę, chutney i jeszcze usmażyć coś w stylu filmu.

Trzeba było wybrać.

Co zrobić z zielonymi pomidorami?

Konfitura albo marmolada z zielonych pomidorów brzmiała całkiem kusząco. Tyle że miałam już za sobą intensywny sezon przetworów i na długie stanie przy garnku niekoniecznie miałam ochotę.

W końcu zdecydowałam się na sałatkę z zielonych pomidorów do słoików na zimę.

Może dlatego, że wydawała się stosunkowo prosta. A może dlatego, że coś mi świtało, że podobną sałatkę robiła kiedyś moja Babcia Władzia.

Nie mam jednak pewności, czy to prawdziwe wspomnienie, czy tylko coś, co po latach połączyło się w mojej głowie w jedną historię. Babci Władzi nie ma z nami od prawie dwudziestu pięciu lat, więc jeśli rzeczywiście robiła taką sałatkę, było to naprawdę dawno temu.

Tym bardziej jestem ciekawa, co mi z tego wyjdzie.

Prawie co roku zostają nam jakieś zielone pomidory. W tym roku zrobiłam więc sałatkę, a w kolejnych może przyjdzie czas na konfiturę albo smażone pomidory. Niech mają swoje pięć minut, skoro już wyrosły.

A teraz do rzeczy.

Sałatka z zielonych pomidorów do słoików

To moja tegoroczna propozycja na pomidory, które nie zdążyły dojrzeć przed końcem sezonu. Sałatka z cebulą, przyprawami i octową zalewą. Bez szczególnie wymyślnych składników, za to z koniecznością rozłożenia pracy na dwa dni. Mnie udało się tym razem użyć prawie wyłącznie owoców własnej uprawy ( z wyjątkiem marchewki, ale tą dostałam od Sąsiadki, więc tez nie marketowa).

Składniki na 1 kg zielonych pomidorów

  • 1 kg zielonych pomidorów
  • 3 średnie cebule
  • 1½ łyżki soli do przetworów, niejodowanej

Na zalewę:

  • 3 szklanki wody
  • 6 łyżek cukru
  • niecałe ½ szklanki octu spirytusowego

Do każdego słoika:

  • 1 ziarenko ziela angielskiego
  • 3–5 ziaren czarnego pieprzu
  • szczypta ziaren gorczycy
  • 1 mały liść laurowy

Opcjonalnie można dodać odrobinę startej na grubych oczkach marchewki ( albo plasterek na dno, jak to zrobiłam ja) i/albo kawałek papryki.

Moja porcja: miałam około 2,5 kg pomidorów, więc proporcjonalnie zwiększyłam ilości składników.

Jak zrobiłam sałatkę

1. Przygotowałam pomidory.

Umyłam je, osuszyłam i dokładnie obejrzałam, żeby odrzucić te uszkodzone lub zepsute. Wycięłam twarde części przy szypułkach, a pomidory pokroiłam w plastry. Nie za cienkie, ale też bez przesady. Wykorzystałam również pomidory koktajlowe — szkoda było zostawiać je na boku. ;-)

Krojone zielone pomidory


2. Dodałam cebulę i sól.

Cebule pokroiłam w krążki i wymieszałam z pomidorami. Całość zasypałam solą do przetworów, czyli niejodowaną. Takiej używam do przetworów, a zwykłą, jodowaną zostawiam do codziennego gotowania.

Zielone pomidory z cebulą


3. Odstawiłam pomidory na noc.

Miskę przykryłam folią spożywczą i wstawiłam do lodówki. Można też odstawić pokrojone pomidory z solą w chłodne, ciemne miejsce na 8–12 godzin. Ja po prostu nie chciałam wstawać następnego dnia o siódmej rano tylko po to, żeby zajmować się pomidorami.

W lodówce mogą poczekać nieco dłużej, ale nie przeciągałabym tego ponad potrzebę.

4. Odsączyłam pomidory.

Następnego dnia wyjęłam miskę z lodówki, odlałam sok, który puściły pomidory, i delikatnie odcisnęłam nadmiar płynu.

Można też przygotować cebulę osobno i sparzyć ją tuż przed układaniem sałatki w słoikach. Ja wybrałam wersję, w której wszystko robi się razem od początku. Mniej naczyń do mycia, a to też ma znaczenie.

5. Przygotowałam słoiki.

Słoiki i zakrętki dokładnie umyłam i wyparzyłam. Na dnie każdego słoika umieściłam ziele angielskie, pieprz, gorczycę i liść laurowy.


Słoiki przygotowane do umieszczenia sałatki

Następnie nakładałam pomidory wymieszane z cebulą, wypełniając słoiki mniej więcej do czterech piątych wysokości.



Słoiki z sałatka z zielonych pomidorów bez zalewy


6. Zrobiłam zalewę.

Wodę zagotowałam z cukrem. Po zagotowaniu dodałam ocet i wymieszałam.

Gorącą zalewą zalałam pomidory w słoikach, tak aby dokładnie je przykryła. Starałam się też usunąć pęcherzyki powietrza spomiędzy kawałków warzyw i zostawić trochę wolnego miejsca pod zakrętką.

7. Pasteryzowałam słoiki.

Ja swoje słoiki pasteryzuję przez 20 minut (normalnie - w garnku, z wodą, z jakąś szmatką na dnie żeby słoiki się nie obijały o siebie, o dno i ścianki garnka i się nie uszkodziły)

Po pasteryzacji zostawiam je do wystygnięcia do góry dnem, a później przechowuję w chłodnym i ciemnym miejscu.


Sałatka z zielonych pomidorów na zimę


I jeszcze jedno: sałatka potrzebuje czasu, żeby smaki się przegryzły. Nie otwierałabym jej wcześniej niż po około trzech tygodniach.

Teraz pozostaje mi tylko czekać.

Do czego można podać sałatkę z zielonych pomidorów?

Jeśli wierzyć wszystkim pomysłom, które pojawiły się pod moim zdjęciem, możliwości jest całkiem sporo.

Taką sałatkę można podać do obiadu, szczególnie do mięsa, ale sprawdzi się też przy daniach z grilla. Można ją wykorzystać na kanapce, dodać do burgera albo hot doga. Ktoś wspominał nawet o wykorzystaniu jej w innych sałatkach, a ktoś inny — o podaniu do śledzi.

Przyznam, że nie wszystkie te pomysły przyszłyby mi do głowy samodzielnie.

Będziemy więc testować.

Najpierw jednak trzeba poczekać, aż sałatka będzie gotowa, a potem sprawdzić, czy w ogóle mi smakuje. Bo na razie mam w spiżarni kilka słoików obietnicy i sporo kulinarnej ciekawości.

No i jest jeszcze Babcia Władzia.

Ciekawe, czy ta sałatka będzie choć trochę przypominała tę, którą być może pamiętam z dzieciństwa. Może okaże się zupełnie inna. A może po pierwszym kęsie przypomni mi się coś, o czym dawno nie myślałam.

W kolejnych latach pewnie spróbuję też innych sposobów na zielone pomidory. Konfitura nadal mnie kusi, a smażone zielone pomidory też kiedyś trzeba będzie zrobić.

💛 Bo przecież u nas nic nie może się zmarnować.

Nie po to uprawiam pomidory od ziarenka, żeby na samym końcu sezonu wylądowały na kompoście.

A że przy okazji można odkryć nowy przepis albo odgrzebać wspomnienie Babci? Tym lepiej.

Teraz tylko trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Z tym, jak już wiadomo, mam pewien problem. ;-)

Listy z Pogórza

Raz w miesiącu list z Wilczysk — bez reklam, bez alertu przy każdym artykule. Więcej o liście.

Link do wypisania w każdym mailu.