Menu

Pradziadek, który miał trzy żony, i inne genealogiczne odkrycia...

Archiwalia z Pleszewa

Jakiś czas temu wspominałam, że zaczynam grzebać w historii rodziny. I nie będę ukrywać — wzięłam się za to całkiem na serio!

Zapalnikiem do tych poszukiwań były wspomnienia Dziadka, o których pisałam w poprzednim wpisie. Dobrze mieć taki punkt zaczepienia. Jakąś historię, wspomnienie, nazwisko, datę albo wydarzenie, od którego można zacząć. Bo przecież nie da się tak po prostu usiąść i wpisać w wyszukiwarkę: „poproszę historię całej mojej rodziny od początku świata”. Chociaż przyznam, że byłoby to całkiem wygodne. 😉

Zaczęłam więc od tego, co już wiedziałam. I tak powoli, krok po kroku, wciągnęłam się w poszukiwania, które okazały się znacznie ciekawsze, niż początkowo przypuszczałam.

Gdzie szukać informacji o przodkach?

Na początek warto zebrać wszystko, co już mamy. Wspomnienia dziadków i rodziców, stare dokumenty, akty zgonu, akty małżeństwa, rodzinne zdjęcia, czasem nawet zapiski na odwrocie fotografii. Nie trzeba mieć od razu wielkiego archiwum. Wystarczy kilka informacji, które pozwolą ruszyć dalej.

Ja miałam wspomnienia Dziadka, informacje od rodziców i kilka dokumentów. Między innymi akt zgonu Babci, w którym znalazłam nazwisko panieńskie mojej prababci. Niby drobiazg, ale właśnie takie drobiazgi potrafią otworzyć kolejne drzwi.

Urzędy stanu cywilnego — dobry początek

Jeśli chcemy poznać historię stosunkowo niedawnych pokoleń, warto zacząć od urzędu stanu cywilnego, czyli USC.

Jeżeli znamy przynajmniej przybliżoną datę i miejsce urodzenia, ślubu albo zgonu danej osoby, poszukiwania są zdecydowanie łatwiejsze. W aktach stanu cywilnego można znaleźć między innymi imiona i nazwiska rodziców, a dzięki temu cofnąć się o kolejne pokolenie.

Wiem, że dla niektórych może to brzmieć trochę dziwnie. Po co komu akt zgonu pradziadka albo akt małżeństwa prababci? Ano po to, żeby ustalić fakty, zweryfikować rodzinne opowieści i dowiedzieć się czegoś więcej o ludziach, którzy żyli przed nami.

Oczywiście dostęp do dokumentów zależy od ich wieku i przepisów. W przypadku przodków w linii prostej, czyli rodziców, dziadków, pradziadków i dalszych wstępnych, można co do zasady występować o odpisy ich aktów. Warto przy tym pamiętać, że nie zawsze wystarczy samo nazwisko — im więcej znamy szczegółów, tym łatwiej odnaleźć właściwy dokument.

Dzisiaj załatwianie takich spraw jest znacznie prostsze niż kiedyś. Wnioski o odpisy aktów stanu cywilnego można składać przez internet, a dokumenty mogą zostać doręczone na skrzynkę do e-Doręczeń. Nie trzeba więc od razu pisać urzędowych pism, drukować ich i wysyłać pocztą.

Za odpis trzeba zazwyczaj zapłacić. Aktualnie odpis skrócony kosztuje 22 zł, a zupełny 33 zł. Wysokość opłaty zależy od rodzaju dokumentu, a w niektórych sytuacjach odpis można uzyskać bezpłatnie. Szczegółowe informacje znajdziecie na stronie gov.pl — jak uzyskać odpis aktu stanu cywilnego.

Jest jednak pewien haczyk. Nie wszystkie dokumenty znajdziemy w USC. Księgi stanu cywilnego po upływie określonych ustawowo okresów są przekazywane do archiwów państwowych. Dla aktów urodzenia jest to zasadniczo 100 lat, a dla aktów małżeństwa i zgonu — 80 lat. Dlatego przy starszych pokoleniach często trzeba już szukać gdzie indziej.

Szukaj w Archiwach, czyli cyfrowa skarbnica dokumentów

Jednym z miejsc, które warto poznać, jest portal Szukaj w Archiwach.

Można tam znaleźć mnóstwo zeskanowanych materiałów, w tym księgi metrykalne, akta stanu cywilnego i inne dokumenty, które pomagają odtworzyć historię rodziny.

Brzmi świetnie, prawda? I rzeczywiście jest świetnie, choć samo szukanie bywa dość żmudne.

Nie wszystkie materiały są zeskanowane, a nawet jeśli księga jest dostępna online, nie zawsze znajdziemy w niej wyszukiwarkę nazwisk. Czasem trzeba otwierać kolejne skany i przeglądać stronę po stronie. Przy starym, odręcznym piśmie nie jest to najłatwiejsze zadanie.

Ja w takich sytuacjach wolę pobrać księgę na komputer i przeglądać ją lokalnie. Jest mi po prostu wygodniej niż w przeglądarce, która przy większej liczbie skanów potrafi skutecznie utrudnić życie.

A co, jeśli interesującej nas księgi nie ma w internecie?

Wtedy trzeba ustalić, gdzie przechowywany jest oryginał. Może znajdować się w konkretnym archiwum państwowym, archiwum kościelnym albo nadal w parafii. Warto zajrzeć na stronę właściwej instytucji i sprawdzić, jakie są możliwości uzyskania kopii lub zamówienia kwerendy. Czasem wystarczy wiadomość e-mail, czasem trzeba wypełnić formularz, a niekiedy konieczna jest osobista wizyta. Nie każde archiwum prowadzi też poszukiwania na zlecenie.

Wielkopolska ma swoje genealogiczne perełki

Część mojej rodziny pochodzi z Wielkopolski, dlatego przy okazji poszukiwań poznałam również tamtejsze bazy genealogiczne.

Jest między innymi Poznań Project, czyli baza indeksów małżeństw z Wielkopolski z XIX wieku. Jest też BaSIA — Baza Systemu Indeksacji Archiwalnej, która pomaga odnajdywać informacje w materiałach metrykalnych i archiwalnych.

To bardzo przydatne narzędzia. Zamiast przeglądać całe księgi od początku do końca, można najpierw sprawdzić, czy interesująca nas osoba pojawia się w indeksie. W niektórych przypadkach baza prowadzi dalej, do konkretnego skanu dokumentu. Nie oznacza to oczywiście, że znajdziemy tam wszystko, ale potrafi to zaoszczędzić mnóstwo czasu.

Jeśli więc macie przodków z Wielkopolski, koniecznie zajrzyjcie na Poznań Project i sprawdźcie również zasoby BaSIA.

A co ja właściwie znalazłam?

Kiedy już wiedziałam, gdzie szukać, zaczęłam działać. Spisałam to, co wiedziałam sama, dołożyłam wspomnienia Dziadka i informacje od rodziców, a następnie zaczęłam przeglądać kolejne dokumenty.

I tutaj przyznam się bez bicia: w całym procesie mocno pomagają mi tak zwane „AI”. Nie są w stanie załatwić za mnie całej pracy ani magicznie odnaleźć każdego dokumentu. Niektóre skany trzeba samodzielnie przeglądać, a stare pismo potrafi być naprawdę trudne do odczytania. Sztuczna inteligencja bywa jednak pomocna w ustalaniu, gdzie warto szukać, oraz w odczytywaniu i interpretowaniu dawnych zapisów.

Oczywiście wszystko trzeba sprawdzać. W genealogii jeden źle odczytany rok albo pomylone imię potrafią skierować poszukiwania na zupełnie niewłaściwy tor.

A ja, korzystając z kolejnych aktów chrztu, małżeństw i zgonów, zaczęłam powoli docierać do następnych pokoleń.

Obecnie, w różnych gałęziach rodziny, dotarłam już do końca XVIII wieku. I szczerze mówiąc, nie wiem, czy uda mi się cofnąć znacznie dalej. W pewnym momencie dokumentów po prostu zaczyna brakować. Dawne księgi nie zawsze przetrwały, nie wszędzie zachowały się kompletne zapisy, a historia nie pozostawiła nam jednakowo dokładnych śladów po wszystkich rodzinach.

Wyjątkiem mogą być rodziny szlacheckie, w przypadku których czasem da się sięgnąć po dodatkowe źródła, takie jak herbarze czy starsze dokumenty rodowe. Właśnie takie korzenie ma rodzina od strony mojego Dziadka, o którym już nie raz pisałam. Dlatego pewnie jeszcze spróbuję poszperać w dokumentach z XVIII wieku, a może nawet starszych.

Na razie jednak mam co robić z tym, co już znalazłam.

Rodzinne historie zapisane w dokumentach

Najciekawsze w tych poszukiwaniach jest to, że dokumenty potrafią zweryfikować rodzinne opowieści. Czasem je potwierdzają, a czasem okazuje się, że pamięć ludzka nieco zmodyfikowała fakty.

Na przykład dowiedziałam się, że mój pradziadek od strony Taty urodził się rok później, niż wskazywał napis na jego nagrobku. I że miał trzy żony, a nie dwie, jak dotychczas wszyscy mówili.

Moja prababcia od strony Dziadka Leszka to z kolei ciekawy przypadek imienny. W późniejszych dokumentach występowała jako Maria, ale w akcie chrztu zapisano imię Marianna.

Niby drobiazg, ale jednak. Człowiek całe życie słyszy jakąś historię, a potem zagląda do dokumentów i okazuje się, że trzeba ją trochę poprawić.

Zdarzają się też odkrycia, które potwierdzają to, co przekazywano w rodzinie. Tak było w przypadku mojego pradziadka Marcina. W dokumentach znalazłam potwierdzenie jego udziału w Powstaniu Wielkopolskim oraz informacji, że był naczelnikiem poczty.

I właśnie takie momenty sprawiają, że chce się szukać dalej. Bo za datami, nazwiskami i kolejnymi numerami akt kryją się konkretni ludzie. Mieli swoje zajęcia, obowiązki, rodziny i historie, z których część przetrwała do dziś, a część czeka jeszcze na odkrycie.

Czasem w aktach można znaleźć zawód rodziców, miejsce zamieszkania, a także inne informacje, które pozwalają wyobrazić sobie, jak wyglądało życie przodków. I przyznam, że znacznie ciekawiej jest dowiedzieć się, czym zajmował się prapradziadek, niż znać tylko jego imię i datę urodzenia.

Jak to wszystko teraz uporządkować?

No i tutaj zaczynają się schody.

Kiedy człowiek już się wciągnie, otwiera kolejny dokument, potem następny, zapisuje nowe nazwiska, odkrywa kolejne pokolenia i nagle okazuje się, że materiału jest naprawdę dużo. Zaczyna się robić bałagan, a przecież nie o to chodzi, żeby po kilku miesiącach własne poszukiwania przypominały zagadkę, której nie da się już rozwiązać.

Na razie próbuję uporządkować wszystkie zebrane informacje. Chciałabym mieć je w takim miejscu i formie, żeby łatwo było sprawdzić, skąd pochodzi dana wiadomość, do którego przodka się odnosi i jaki dokument ją potwierdza.

Bo samo znalezienie informacji to jedno. Drugie to zachowanie jej w taki sposób, żeby za jakiś czas nie trzeba było zaczynać poszukiwań od początku.

A przy okazji mam coraz większą świadomość, jak bardzo rozgałęziona jest moja rodzina. Moi przodkowie żyli w różnych częściach Polski, a ich historie prowadzą mnie w coraz to nowe miejsca. Zaczynałam od wspomnień Dziadka, a teraz przeglądam dokumenty sprzed ponad dwustu lat.

Generalnie, kiedy patrzę na te wszystkie akta, zaczynam się zastanawiać, czy nie powinnam była zostać nauczycielką albo pracować na poczcie. 😉 Albo otworzyć piekarnię... Ale o tym w kolejnym artykule w tej serii.

A tak całkiem poważnie — to naprawdę fascynująca wyprawa w przeszłość. Już samo czytanie dokumentów jest niezłą przygodą, a świadomość, że dzięki nim można poznać kawałek historii własnej rodziny, tylko dodaje jej smaku.

Dlatego polecam każdemu, kto ma choć odrobinę ciekawości i kilka rodzinnych tropów, spróbować pogrzebać w historii swoich przodków. Nigdy nie wiadomo, co uda się znaleźć.

A może Wy też macie doświadczenia z genealogicznymi poszukiwaniami? Jak porządkujecie wszystkie zebrane dokumenty, daty i informacje, żeby nie zapanował chaos? Chętnie poznam Wasze sposoby, bo mnie właśnie ten etap trochę spowalnia.

💛Zaczęło się od wspomnień Dziadka, a skończyło na trzech żonach pradziadka, rozrzuconych po Polsce przodkach i stosie dokumentów, nad którym wciąż próbuję zapanować. Wygląda na to, że rodzinne historie potrafią wciągnąć bardziej niż niejeden serial. A ja dopiero rozkręcam to moje grzebanie…

Listy z Pogórza

Raz w miesiącu list z Wilczysk — bez reklam, bez alertu przy każdym artykule. Więcej o liście.

Link do wypisania w każdym mailu.