Ten rok, podobnie jak kilka poprzednich, upływa pod znakiem nieustannej walki z czasem. Prace wyznacza kalendarz, pogoda, obowiązki zawodowe i potrzeby gospodarstwa. Niemal zawsze czegoś nie udaje się dokończyć, a to, co uda się zrobić, często nie przynosi oczekiwanego efektu.
Łatwo wtedy dojść do gorzkiego wniosku, że cały wysiłek poszedł na marne. Wystarczy odłożyć porządki w szopie, aby narzędzia znów piętrzyły się przy wejściu. Wystarczy poświęcić tydzień lub dwa na pilniejsze zadania, aby grządki, które jeszcze chwilę wcześniej były starannie odchwaszczone, ponownie zarosły chwastami. W gospodarstwie czas rzadko pozwala zamknąć jeden temat, zanim pojawi się następny.
Przez ostatnie dwa sezony nie udawały się nam ziemniaki. Wschodziły szybko i wyglądały obiecująco, z powodzeniem zbieraliśmy stonkę, ale susza lub inne czynniki sprawiały, że plony były skromne, a ziemniaki osiągały wielkość pomidorów koktajlowych. W tym roku pierwsze wykopki młodych ziemniaków dają jednak nadzieję, że ten niekorzystny trend uda się odwrócić.
Z kolei nie wyszły nam ogórki i cukinia. Na szczęście, jak to często bywa na wsi, uratowali nas sąsiedzi, dzieląc się własnymi zbiorami. Pomidorów będzie mniej niż zwykle, ale być może odwdzięczą się buraki, groch i fasola. Tak wygląda życie w gospodarstwie – jedne uprawy zawodzą, inne pozytywnie zaskakują.

Warzywnik metodą prób i błędów
Seria artykułów o warzywach, które czasem rosną lepiej niż planowaliśmy, a czasem całkiem po swojemu. Dużo prób, błędów i radości z grządek
Czytaj serięMoje zajęcia od kilku lat rozkładają się pomiędzy prace remontowe, rozwój infrastruktury oraz cięższe prace związane z przygotowaniem gleby i upraw. Każda z tych aktywności konkuruje z pozostałymi. Zamiast kończyć jedno zadanie, często trzeba przeskakiwać do następnego, bo właśnie ono staje się pilniejsze.
Z sezonu na sezon wyciągam wnioski i planuję kolejny rok. Za każdym razem wydaje mi się, że tym razem uda się wszystko zrobić zgodnie z planem i w założonym czasie. Oczywiście jest lepiej niż rok wcześniej, ale coraz częściej dochodzę do wniosku, że człowiek z natury przecenia to, ile jest w stanie wykonać.
Z drugiej strony bez planów, wyobraźni i ciężkiej pracy nie byłoby żadnego postępu. A w postęp wpisane są błędy i porażki. Nieprzyjemne, czasem kosztowne, ale nieuniknione. Nie powinny zniechęcać, choć potrafią być dotkliwe.
Każdy z nas miewa chwile zwątpienia. Wystarczy jednak spojrzeć na to, co udało się stworzyć przez ostatnich dziesięć lat, aby zobaczyć, że wysiłek jednak przynosi efekty. Co ciekawe, nie da się ich zmierzyć wyłącznie pieniędzmi. Oczywiście środki finansowe są potrzebne, ale w przedsięwzięciach takich jak gospodarstwo znacznie ważniejszy okazuje się czas poświęcony na podejmowanie setek drobnych decyzji.
Co zachować, co zmienić? Jak zorganizować przestrzeń? Gdzie najlepiej ustawić panele fotowoltaiczne? Jak wykorzystać drogę słońca o różnych porach roku? Jak osłonić uprawy przed wiatrem? W jaki sposób zatrzymać wodę w glebie? Jak poprawić jej żyzność, gdy nie ma zwierząt gospodarskich?
Energia na farmie
Mapa energii na Windy Farm: off-grid od 4 paneli do ESS 48V, serie i artykuły z własnej instalacji w Wilczyskach.
Czytaj więcejJeszcze kilka lat temu wydawało nam się, że można z powodzeniem prowadzić gospodarstwo bez nawozów naturalnych. Dziś coraz bardziej przychylamy się do opinii osób z większym doświadczeniem praktycznym, że takie rozwiązanie działa jedynie przez pewien czas. Ziemia również ma swoje granice.
To wszystko uczy pokory i powolnego spieszenia się – festina lente.
Żyjemy w świecie, który oczekuje natychmiastowych rezultatów. Wszystko ma być szybkie, automatyczne, jednoznaczne i przede wszystkim efektywne. Tak jak zdjęcia w mediach społecznościowych, opisy spektakularnych sukcesów na profilach zawodowych, kolejne przełomy technologiczne mające odmienić świat czy odkrycia naukowe obiecujące rozwiązanie wszystkich problemów.
Rzeczywistość okazuje się jednak znacznie bardziej wymagająca. To, co powstaje zbyt szybko, często jest nietrwałe. A cenę za pychę i przekonanie, że wszystko można przyspieszyć, płacą zwykle kolejne pokolenia.
Dlatego coraz częściej wracam myślami do łacińskiej maksymy festina lente – spiesz się powoli. Nie oznacza ona rezygnacji z ambicji ani pogodzenia się z przeciętnością. Przypomina jedynie, że rzeczy naprawdę wartościowe wymagają czasu, cierpliwości i konsekwencji.
Tymczasem, po dziesięciu latach, w końcu zabrałem się za remont stodoły. Naprawiłem i wzmocniłem wrota, powoli maluję stare deski wysmagane deszczem, wiatrem i słońcem, a przede wszystkim rozpocząłem porządki wewnątrz. Przez ostatnie trzy lata zawsze znajdowało się coś ważniejszego.


Od czegoś trzeba zacząć, czyli remont czas start...
Jesienny remont stodoły — chłodny, mokry początek zmian, które dopiero miały nadejść.
Czytaj dalejNasza stodoła przypomina kronikę gospodarstwa. Rzeczy układają się tam warstwami. Jest sporo artefaktów pozostawionych przez poprzednich właścicieli: stara młockarnia – być może jeszcze poniemiecka – ostrewki do stawiania kop siana, cegły suszone na glinie, niezliczone ścinki desek, kartony i papiery.
Każdy przedmiot trzeba wziąć do ręki, ocenić i zdecydować, czy jeszcze będzie do czegoś potrzebny. Śmieci zutylizować, drewno posegregować i zachować. Z zasady nie palimy starych desek ani kantówek. Prędzej czy później niemal każda z nich znajduje nowe zastosowanie.
Coraz częściej mam wrażenie, że gospodarstwo uczy dokładnie tego samego, czego uczy życie. Trwałe efekty nie powstają z jednego wielkiego wysiłku ani z jednego dobrego pomysłu. Rodzą się z tysięcy małych decyzji, podejmowanych cierpliwie, dzień po dniu. Być może właśnie dlatego festina lente jest dziś dla mnie czymś więcej niż tylko łacińską sentencją. Stało się sposobem patrzenia na świat.
Komentarze