Menu

Mamy drewno, ale czy mamy opał?

Pocięte i częściowo porąbane polana na żwirowym placu, siekiera wbita w pień, obok zbiornik IBC i zielone krzewy

Powoli wracamy do palenia drewnem, choć wiąże się to z wysiłkiem i wieloma niedogodnościami. Samo przygotowanie opału wymaga sporo czasu, a zanim pojawią się miłe dla oka płomienie, a za nimi przytulne ciepło, trzeba dopilnować całego szeregu czynności. Niektóre powtarzamy kilka razy w sezonie, jak choćby czyszczenie przewodów dymowych. Inne trzeba wykonać przed każdym kolejnym rozpaleniem.

Najpierw należy przynieść drewno. Nierzadko nie jest to daleka droga, ale trzeba ją pokonać w deszczu lub śniegu. A jeśli źle zaplanujemy zapas w domu, może się okazać, że trzeba wyjść nocą, z latarką, i uzupełnić kosz, wybierając polana ze stosu. Najczęściej w przeszywającej wilgoci jesiennej lub zimowej nocy.

Mimo wszystko uważam, że korzyści z palenia drewnem z nawiązką rekompensują ten trud — pod warunkiem, że korzystamy z dobrze sezonowanego opału i potrafimy właściwie go spalać.

Samo wrzucenie podpałki na źle przygotowany stos drewna i oczekiwanie na sukces nie wystarczy, nawet jeśli wcześniej obejrzeliśmy sto filmików na YouTube. Tutaj liczy się praktyka. Pisałem już o tym przy okazji palenia w piecu kaflowym.

W tym artykule chciałbym jednak zająć się czymś, co dzieje się znacznie wcześniej niż samo rozpalanie: przygotowaniem drewna na opał.

Zanim pojawił się zakaz

Kiedy mieliśmy możliwość palenia w piecu w Krakowie, w drugiej połowie września lub na początku października zamawialiśmy ze składu dostawę drewna opałowego. Nie pamiętam już dokładnie, ale było to około 6–10 metrów sześciennych drewna nieukładanego.

Samo określenie „dostawa” było nieco na wyrost, ponieważ transport i znoszenie drewna do „lochu” w kamienicy najczęściej należały do nas.

Szesnaście lat temu dowiezienie zamówionego drewna do centrum Krakowa potrafiło być problemem. Zdarzało się więc, że jechaliśmy na skład i sami pakowaliśmy drewno do naszego Land Rovera, aż samochód był załadowany po dach. Potem wracaliśmy do centrum i jechaliśmy po następną partię.

Czasami udawało się przekonać właściciela składu, żeby za dodatkową opłatą dostarczył drewno pod bramę. Wówczas dzień wcześniej trzeba było upolować miejsce parkingowe przed kamienicą, na tyle duże, by zmieściła się tam mała ciężarówka.

Panowie zrzucali drewno na klatkę schodową w pośpiechu i szybko znikali, a my znosiliśmy je do „lochu”. Z czasem, w okresie poprzedzającym wprowadzenie zakazu palenia drewnem w Krakowie, doszliśmy do pewnej sprawności organizacyjnej. Na odbiór kolejnej dostawy czekała już wynajęta firma przeprowadzkowa, której pracownik znosił drewno za nas.

Dzisiaj wspominam to jako całkiem niezłą szkołę logistyki. Wtedy chodziło przede wszystkim o to, żeby zgromadzić zapas opału na zimę i nie musieć martwić się nim w środku sezonu.

Wracamy do drewna

Przez ostatnie lata w Wilczyskach za ogrzewanie domu odpowiadał kocioł gazowy i nadal pozostaje on naszym głównym źródłem ciepła. Przy awarii zasilania w mróz przekonaliśmy się zresztą, że kocioł gazowy bez prądu też nie grzeje.

Ostatnio jednak wracamy do palenia drewnem w ciągu dnia. Czasy są, jakie są, a dostępność gazu może być ograniczona lub jego cena może w pewnym momencie stać się zbyt wysoka. Drewno jest więc naturalną alternatywą, a w naszym przypadku nie brakuje nam surowca. Część opału pochodzi z gałęzi ogławianych wierzb, które i tak trzeba regularnie ciąć.

To jednak dopiero początek. Żeby drewno stało się użytecznym opałem, trzeba je przetransportować z różnych miejsc na gospodarstwie, pociąć, porąbać, odpowiednio ułożyć i sezonować. Na końcu pozostaje jeszcze zaplanowanie rotacji zapasów na kolejny sezon.

Łatwo napisać, trudniej zrobić — szczególnie samodzielnie.

Ile drewna naprawdę potrzebujemy?

Na razie nie potrafimy jeszcze odpowiedzieć na to pytanie. Wiemy, że mamy drewno, wiemy też, że jego przygotowanie wymaga sporo pracy, ale nie znamy ani naszego rzeczywistego zapotrzebowania, ani pełnego kosztu czasowego całego przedsięwzięcia.

Chcemy to wreszcie ustalić na podstawie własnych doświadczeń. Będziemy obserwować, ile drewna udaje nam się pozyskać i przygotować, ile czasu zajmuje jego transport, cięcie i łupanie oraz jak dużo opału zużywamy w praktyce. Dopiero po przejściu pełnego sezonu grzewczego będzie można wyciągnąć z tego sensowne wnioski.

Nie chodzi przy tym o prowadzenie skomplikowanych obliczeń. Wystarczy zacząć zapisywać podstawowe informacje, zamiast polegać na pamięci i szacunkach. Z czasem dowiemy się, ile drewna potrzebujemy do ogrzewania domu, jaka część zapasu nadaje się do kominka, a jaka do kotła oraz ile pracy musimy włożyć, żeby drewno zgromadzone na działce rzeczywiście stało się użytecznym opałem.

Na razie są to pytania, na które nie mamy jeszcze odpowiedzi. I właśnie dlatego warto zacząć je sobie zadawać.

Mamy drewno, ale niekoniecznie opał

Pod koniec lata zwoziłem drewno w miejsce, w którym je tnę. Już na tym etapie pojawiły się problemy.

Nie wszędzie dojadę naszym busem. To znaczy, dojadę, ale nie mam pewności, czy później uda mi się wrócić pod górę. Spadek na naszym polu jest znaczny, a załadowany samochód z przyczepą to zupełnie co innego niż pusty bus na suchej drodze.

Najwięcej wiatrołomów mamy na granicy lasu. Żeby je stamtąd wydobyć, należałoby najpierw pociąć je na mniejsze odcinki, a następnie prawdopodobnie wyciągnąć traktorem, którego nie mamy. Nasz traktorek jednoosiowy jest po prostu za słaby do takiej pracy.

Pozostaje jeszcze Aspen. Z jazdą w terenie poradziłby sobie bez większego problemu, ale to jednak nie pickup. Manewrowanie nim z przyczepą transportową w trudnym terenie jest już osobnym wyzwaniem.

Wychodzi więc na to, że mamy drewno, ale nie do końca pod ręką. A drewno, którego nie możemy sprawnie przetransportować w miejsce dalszej obróbki, jest na razie tylko potencjalnym opałem.

To pierwsza lekcja: warto myśleć nie tylko o tym, ile drewna mamy, ale również o tym, jak je pozyskać i przetransportować. Czasami łatwiej przygotować do opału mniejszą ilość drewna znajdującego się w dostępnym miejscu niż przez kilka dni walczyć z większą ilością w trudno dostępnym terenie.

Jedno drewno, różne zastosowania

Kolejny problem to cięcie i łupanie.

W zależności od tego, czy chcemy palić w kominku, czy w kotle centralnego ogrzewania, musimy przygotować drewno o różnych wymiarach. Do naszego kominka możemy wkładać dłuższe i grubsze polana. Kocioł wymaga natomiast odpowiednio krótkich szczap, które łatwo ułożyć w komorze załadowczej. W praktyce najlepiej sprawdzają się kawałki pozwalające na swobodny przepływ powietrza między polanami.

Oznacza to, że drewno trzeba przygotowywać z myślą o jego późniejszym zastosowaniu. Nie wystarczy pociąć wszystkiego na przypadkowe odcinki, a dopiero później zastanawiać się, do czego będą pasować.

Warto przy tym pamiętać, że wymiary polan powinny wynikać z instrukcji konkretnego urządzenia. To, co sprawdzi się w kominku, niekoniecznie będzie odpowiednie dla kotła. Znaczenie ma nie tylko długość, ale również grubość szczap, sposób ich ułożenia i wymagania dotyczące spalania.

To jeszcze nie koniec. Palimy zarówno drewnem liściastym, jak i iglastym, a oba rodzaje mogą mieć swoje miejsce w przygotowanym zapasie.

Wbrew obiegowej opinii samo drewno iglaste nie musi oznaczać większego zanieczyszczenia przewodów dymowych niż drewno liściaste. Znaczenie mają przede wszystkim wilgotność paliwa, warunki spalania, konstrukcja urządzenia i sposób jego użytkowania. Żywiczne drewno iglaste potrafi szybko się spalać i intensywnie oddawać ciepło, ale przy nieprawidłowym spalaniu również może przyczyniać się do powstawania osadów.

W naszym przypadku drewno iglaste ma jeszcze jedno praktyczne zastosowanie: pomaga szybko rozgrzać palenisko.

Rozpalanie zaczyna się od przygotowania drewna

Palimy od góry. Na dole układamy największe kawałki drewna, a wyżej stopniowo coraz mniejsze. Na samej górze umieszczamy drobne szczapki i rozpałkę.

W naszym przypadku górna warstwa składa się z drewna iglastego. Drobne kawałki szybko się rozpalają, dzięki czemu płomień stopniowo obejmuje niżej ułożone polana.

Jest to szczególnie istotne w przypadku kotła centralnego ogrzewania. Woda w płaszczu lub wymienniku odbiera ciepło ze ścian urządzenia, dlatego warunki pracy kotła są inne niż w typowym kominku konwekcyjnym. W fazie rozpalania trzeba doprowadzić do odpowiednio intensywnego spalania, a następnie utrzymać warunki pozwalające na możliwie pełne wykorzystanie energii zawartej w drewnie.

Oczywiście samo użycie drewna iglastego na górze stosu nie gwarantuje prawidłowego spalania. Potrzebne są również suche polana, odpowiednia ilość powietrza i właściwa obsługa urządzenia. W kotle trzeba ponadto przestrzegać zaleceń producenta dotyczących rozpalania i regulacji dopływu powietrza.

Nie chodzi przecież o to, żeby wędzić komin, lecz żeby spalać drewno możliwie czysto i efektywnie.

Sezonowanie, czyli cierpliwość też jest potrzebna

Drewno przygotowane do spalania powinno być odpowiednio suche. Świeżo ścięte polana mogą zawierać dużo wody, a jej odparowanie podczas spalania pochłania energię, obniża temperaturę spalania i sprzyja powstawaniu niepożądanych osadów.

Dlatego tak ważne jest sezonowanie. Drewno należy porąbać, ułożyć w przewiewnym miejscu i zabezpieczyć przed opadami, nie zamykając jednocześnie drogi przepływu powietrza. Szczególnie istotne jest to, żeby nie przykrywać szczelnie boków stosu.

Czas schnięcia zależy od gatunku drewna, grubości szczap, warunków przechowywania i pogody. Nie ma jednej reguły, według której każde polano po roku czy dwóch będzie gotowe do użycia. Najlepiej sprawdzić wilgotność wilgotnościomierzem do drewna, wykonując pomiar na świeżo rozłupanej powierzchni. Dla wielu domowych urządzeń na drewno zalecana jest wilgotność nieprzekraczająca 20%, ale zawsze warto sprawdzić wymagania producenta.

Z tego powodu zapas opału trzeba planować z wyprzedzeniem. Drewno, które dziś przygotowujemy, może być przeznaczone nie na nadchodzącą zimę, lecz na kolejny sezon. A to oznacza, że potrzebujemy nie tylko miejsca do składowania, ale również systemu, który pozwoli odróżnić drewno świeższe od tego, które jest już gotowe do spalania.

W przeciwnym razie łatwo wpaść w pułapkę: drewna na działce jest dużo, a kiedy przychodzi zima, okazuje się, że brakuje suchego opału.

Stos stosowi nierówny

Pozostaje jeszcze kwestia organizacji zapasów. Drewno nie może być po prostu stertą polan, po które sięgamy w razie potrzeby. Musimy wiedzieć, co gdzie leży, do czego jest przeznaczone i kiedy zostało przygotowane.

Inne miejsce powinno mieć drewno świeżo pocięte i połupane, które dopiero zaczyna sezonowanie, a inne opał przygotowany wcześniej, gotowy do wykorzystania. Podobnie warto oddzielić polana przeznaczone do kominka od krótszych szczap do kotła. Jeżeli dodatkowo rozdzielimy gatunki drewna, łatwiej będzie nam później planować sposób rozpalania i dobierać odpowiednie kawałki.

Nie musi to oznaczać budowania od razu rozbudowanego systemu składowania. Najważniejsze, żeby można było rozpoznać poszczególne partie, na przykład oznaczając rok przygotowania drewna i jego przeznaczenie. Z czasem okaże się, czy taki podział wystarcza, czy trzeba go rozbudować.

Dobrze zorganizowany skład opału powinien działać jak rotujący zapas. Drewno przygotowane wcześniej ma czas wyschnąć, a jego miejsce zajmuje kolejna partia. Dzięki temu nie musimy co roku zaczynać od zera ani odkrywać w środku zimy, że mamy pełny stos drewna, ale nie mamy czym palić.

Dopiero zaczynamy

Na razie jesteśmy na początku tej drogi. Mamy dostęp do drewna, znamy już część problemów związanych z jego transportem i przygotowaniem, ale nie wypracowaliśmy jeszcze optymalnego sposobu działania.

Najbliższy sezon będzie więc również okazją do zebrania doświadczeń. Chcemy sprawdzić, które rozwiązania rzeczywiście się sprawdzają, gdzie tracimy najwięcej czasu i co warto zmienić, aby w kolejnych latach przygotowanie opału było mniej pracochłonne.

Będziemy zapisywać, ile drewna udaje nam się przygotować, ile go zużywamy i jak dużo pracy wymaga cały proces. Wrócimy do tych obserwacji, kiedy będziemy mieli konkretne dane. Być może okaże się, że najwięcej pracy wymaga nie samo cięcie i łupanie, lecz transport drewna z trudno dostępnych miejsc. A może największym wyzwaniem będzie właściwe zaplanowanie zapasów i sezonowania.

Tego jeszcze nie wiemy.

Jedno jest natomiast pewne: palenie drewnem zaczyna się na długo przed pojawieniem się pierwszych płomieni. Zanim usiądziemy w ciepłym domu, ktoś musi to drewno znaleźć, przetransportować, pociąć, porąbać, wysuszyć i ułożyć. I właśnie o tej części całego procesu, zwykle niewidocznej z perspektywy ciepłego fotela, również warto opowiedzieć.

Co dalej?

Ogławianie wierzby – kiedy ciąć i jak to robić
Pole w praktyce

Ogławianie wierzby – kiedy ciąć i jak to robić

Ogławianie wierzby białej w praktyce: tniemy zimą, zwykle od stycznia do marca, co 2–5 lat. Jak bezpiecznie ciąć stare drzewa i co z gałęziami?

Czytaj dalej

Listy z Pogórza

Raz w miesiącu list z Wilczysk — bez reklam, bez alertu przy każdym artykule. Więcej o liście.

Link do wypisania w każdym mailu.