Kiedy zabraknie prądu, problemem jest nie tylko światło.
Bardzo szybko przestaje działać również pompa. Jeżeli gospodarstwo korzysta z własnego ujęcia wody, bez energii nie uruchomi się pompa w studni. Przy większej awarii problem może dotyczyć również wodociągu, bo tam także potrzebne są pompy i urządzenia utrzymujące ciśnienie w sieci.
W domu mamy wtedy jeszcze zapas wody w instalacji i zasobniku ciepłej wody, ale to tylko zapas. Bez ciśnienia wytwarzanego przez pompę woda w kranie po pewnym czasie przestanie płynąć.
Nie działa internet. Nie działa część automatyki, która nie ma własnego podtrzymania. Lodówka i zamrażarka przestają chłodzić. Trzeba znaleźć sposób na naładowanie telefonów, a przy dłuższej awarii również one mogą w końcu przestać być użyteczne.
Telefon komórkowy zwykle działa znacznie dłużej niż wiele urządzeń w domu. Stacje bazowe mają własne zasilanie awaryjne, a operatorzy projektują sieć tak, żeby utrzymać działanie usług również podczas przerw w dostawie energii. Ale jeżeli problem potrwa dłużej, pojawiają się kolejne pytania.
I nagle okazuje się, że prąd w gospodarstwie nie jest osobnym tematem.
Woda i energia
Z czasem coraz bardziej widzimy, że wiele rzeczy w gospodarstwie sprowadza się do dwóch podstawowych zasobów: wody i energii.
Energia jest tym, czego brak zauważamy natychmiast. Pompa, ogrzewanie, lodówka, zamrażarka, oświetlenie, internet, automatyka. Każde z tych urządzeń może mieć własne podtrzymanie albo własny sposób działania, ale wszystkie w jakiś sposób zależą od energii.
Woda jest mniej widoczna, dopóki jej nie zabraknie.
Przez większą część roku na Pogórzu jest zielono i łatwo uznać dostęp do wody za coś oczywistego. Dopiero w czasie dłuższych okresów bez deszczu widać, jak szybko zmieniają się warunki. Susza nie pojawia się w jednej chwili. Narasta powoli, przez tygodnie i miesiące.
W tym roku jadąc przez Węgry na wakacje zobaczyliśmy to wyjątkowo wyraźnie. Jeździmy tą trasą co roku. Zawsze było tam cieplej niż u nas, ale tym razem upał i susza były uderzające. Hektary pól wyglądały jak wypalona ziemia.
To było przypomnienie, że problemy z wodą mogą wyglądać zupełnie inaczej niż awaria prądu. Jedne pojawiają się nagle. Inne narastają tak powoli, że przez długi czas łatwo je ignorować.
Gospodarstwo nie jest zbiorem niezależnych rzeczy
Staramy się być przygotowani na różne scenariusze i nieprzewidziane wydarzenia. Gromadzimy zapasy, porządkujemy narzędzia i maszyny, dokładamy kolejne elementy instalacji.
Mimo tego co jakiś czas coś nas zaskakuje.
Ubiegłej późnej jesieni, która na kilka dni przeobraziła się w małą zimę, intensywnie padał śnieg, a tradycyjnie na Moroniu mocno wiało. W tym czasie doszło do awarii sieci energetycznej.
Nie było nas wtedy w Wilczyskach.
W projekcie naszego systemu wszystkie najważniejsze odbiorniki elektryczne mieliśmy podłączone za inwerterem. Powinno to zapewnić ich działanie przez pewien czas po zaniku zasilania z sieci.
Testowaliśmy wcześniej krótkie wyłączenia. Godzina, dwie. Wszystko działało bardzo dobrze.
Dłuższa awaria to jednak zupełnie inny przypadek.
Mamy w domu instalację trójfazową. Zadbaliśmy o zasilanie inwertera tak, aby w przypadku zaniku jednej z faz automatyczny przełącznik faz podał zasilanie na fazę wejściową inwertera. Wydawało się, że uwzględniliśmy wszystkie istotne sytuacje.
Nie uwzględniliśmy jednej kombinacji zdarzeń.
W chwili awarii akumulatory nie były w pełni naładowane. Zasilanie z sieci gwałtownie znikało i pojawiało się ponownie. W tym samym czasie rozpoczęło się ładowanie akumulatorów. W efekcie zadziałało zabezpieczenie pomiędzy automatycznym przełącznikiem faz a inwerterem.
Sam bezpiecznik był zresztą źle dobrany pod względem charakterystyki i prądu.
To był dopiero początek.
Po zaniku zasilania centrala alarmowa, która ma własny akumulator podtrzymujący, wysłała SMS z informacją o problemie. Sama centrala była dodatkowo podłączona do inwertera i dużego banku energii, więc nadal działała.
Router i modem również były podłączone do inwertera. Dzięki temu mogłem zdalnie połączyć się z systemem zarządzania energią i zobaczyć, że rzeczywiście nie mamy zasilania z sieci.
Nie mogłem jednak ustalić, dlaczego go nie ma.
Mogłem za to sprawdzić, ile energii pozostało w akumulatorach.
Mogłem też zobaczyć obraz z kamer wokół gospodarstwa. Panele fotowoltaiczne były zasypane śniegiem, a wokół trwała zamieć.
Skontaktowaliśmy się z sąsiadami i dowiedzieliśmy się, że awaria dotyczy większej części okolicy.
W tym momencie wiedziałem już przynajmniej, co działa na energii zgromadzonej w akumulatorach. Zamrażarka była podłączona do obwodu zasilanego przez inwerter.
Niestety kotłownia jeszcze nie.
Tak samo lodówka.
Na zewnątrz był mróz. Wiedziałem więc, że nie działa kocioł gazowy ani pompy obiegowe, a temperatura w domu zaczyna spadać. Instalacja ogrzewania nie jest wypełniona glikolem, tylko wodą.
W przypadku zamrażarki czas działał w jedną stronę.W przypadku ogrzewania w drugą.
Z każdą godziną rosło ryzyko, że temperatura spadnie na tyle, że problemem przestanie być tylko brak ogrzewania.
Po pewnym czasie otrzymaliśmy SMS od sąsiadów, że prąd w sieci wrócił.
U nas nadal go nie było.
A do Wilczysk mieliśmy wrócić dopiero za kilka dni.
Czasem najważniejsza jest informacja
Wtedy pojawiło się pytanie, czego właściwie brakuje.
Gdybym miał kamerę skierowaną na główną rozdzielnicę elektryczną i drugą w kotłowni, mógłbym zdalnie sprawdzić, w której części systemu jest problem. Wiedziałbym, czy gospodarstwo rzeczywiście nie ma zasilania, czy tylko kończy się energia zgromadzona w akumulatorach.
Gdyby cała kotłownia była podłączona do inwertera, podobnie jak lodówka, miałbym również większą pewność, że dom będzie ogrzewany i instalacja wodna nie będzie zagrożona zamarznięciem.
Tego wtedy jeszcze nie mieliśmy.
Następnego dnia energii w akumulatorach było już tak mało, że musiałem podjąć decyzję. Zdalnie wyłączyłem inwerter, odcinając pozostałe urządzenia od zasilania.
Wiedziałem, że oznacza to utratę zawartości zamrażarki.
Nie było dobrego rozwiązania. Było tylko takie, które w tamtym momencie wydawało się najmniej ryzykowne.
Kiedy dzień lub dwa później jechaliśmy do Wilczysk, nie wiedzieliśmy dokładnie, co zastaniemy.
Wiedzieliśmy, że dom stoi i że z zewnątrz nic się nie stało. Sąsiedzi daliby nam znać, gdyby wydarzyło się coś poważnego. Nie wiedzieliśmy jednak, co zastaniemy w środku.
Kiedy w końcu zaparkowaliśmy na podwórku i weszliśmy do domu, okazało się, że prąd z sieci już jest.
Kotłownia miała zasilanie.
Inwerter wyłączyłem sam.
Ostatecznie jedyną poważniejszą stratą była zawartość zamrażarki.
Mogło być znacznie gorzej.
Naprawa całego problemu sprowadziła się ostatecznie do podniesienia zabezpieczenia.
I właśnie takie sytuacje są chyba najbardziej pouczające.
Nie dlatego, że wydarzyła się wielka awaria.
Tylko dlatego, że kilka niewielkich rzeczy wystąpiło jednocześnie.
Jedna awaria potrafi uruchomić kolejne
Podobnych sytuacji mieliśmy więcej.
Innym razem zacięła się pompa hydroforowa. Podczas zasilania tunelu zawieszony inteligentny zawór nie zareagował prawidłowo i pompa zaczęła wypompowywać wodę ze studni.
Wszystko było ze sobą połączone.
Pompa potrzebowała energii. Automatyka miała sterować zaworem. Zawór miał ograniczyć pobór wody. A kiedy jeden element przestał działać prawidłowo, pozostałe nadal wykonywały swoją pracę.
W efekcie system robił dokładnie to, do czego został zaprojektowany. Tylko że w niewłaściwej sytuacji.
Mimo ciągłej analizy, wniosków i kolejnych korekt pojawiają się luki. To nie jest coś, co można raz zaprojektować i uznać za zakończone.
To ciągły proces.
Zaczęliśmy patrzeć na gospodarstwo inaczej
Z czasem zaczęliśmy patrzeć na gospodarstwo trochę inaczej.
Nie jak na dom, pole, ogród, instalację fotowoltaiczną i kilka maszyn.
Raczej jak na zbiór zależności.
Jeśli jest dostępna woda, potrzebujemy energii, żeby ją pobrać i dostarczyć tam, gdzie jest potrzebna.
Jeśli chcemy uprawiać pole i ogród, potrzebujemy wody.
Jeśli chcemy wykorzystać własną energię, musimy wiedzieć, ile naprawdę zużywamy i które urządzenia są najważniejsze.
Jeśli coś się zepsuje, ważne jest nie tylko to, czym to zastąpić albo jak to naprawić. Ważne jest również to, co jeszcze przestanie działać.
Czasem awaria nie zaczyna się tam, gdzie pojawia się problem.
Pompa może przestać działać, bo nie ma prądu. Ogrzewanie może przestać działać, bo nie działa pompa. Dom może zacząć się wychładzać, bo nie działa ogrzewanie. A my możemy nawet nie wiedzieć, co się stało, jeśli nie mamy informacji o stanie systemu.
I chyba właśnie wtedy zaczęliśmy rozumieć, czym dla nas jest gospodarstwo.
Nie jest zbiorem budynków, urządzeń, maszyn i kawałków ziemi.
Jest jednym miejscem, w którym wiele rzeczy zależy od siebie nawzajem.
A żeby gospodarstwo działało, trzeba wiedzieć nie tylko, co mamy. Trzeba też wiedzieć, od czego to wszystko zależy.
Co dalej?

Awaria prądu: jak czytać tabliczkę znamionową i policzyć W oraz Wh
Przy awarii prądu najpierw ułóż listę urządzeń, potem odczytaj tabliczkę: moc, energia i rozruch. Na końcu policz swój przypadek w Bilansie awaryjnym.
Czytaj dalej

Bilans awaryjny
Kalkulator zasilania awaryjnego: sprawdź, ile mocy i energii potrzebują urządzenia, które chcesz utrzymać podczas awarii prądu.
Otwórz kalkulator
Komentarze