Menu

Ogródek, który rósł razem z nami

Ogródek, który rósł razem z nami

Kiedy pierwszy raz przyjechaliśmy do naszego domu w Wilczyskach, była praktycznie zima.

Widzieliśmy, że przed domem jest kawałek ziemi, który kiedyś musiał być ogródkiem. Ale żeby to dostrzec, trzeba było naprawdę uruchomić wyobraźnię. Wszystko było szare, zmarznięte i trochę zapomniane.

Zresztą wtedy ogródek miał dla nas zupełnie drugorzędne znaczenie.

Najpierw był dach. Potem remont. Ściany, podłogi, instalacje i cała reszta. Wiedzieliśmy też, że przed domem przez jakiś czas będzie jeździł sprzęt, będą wykopy i budowlany bałagan. To nie był najlepszy moment na sadzenie kwiatów.

Dom z ogródkiem w trakcie remontu

Na wiosnę okazało się jednak, że ktoś przed nami zostawił nam mały prezent.

Przed domem zakwitła stara piwonia.

Piękna, biała i zupełnie niewzruszona tym, że wokół trwa remont. Przetrwała przejazdy niewielkiego sprzętu, hałas i cały budowlany chaos.

Do dziś rośnie dokładnie w tym samym miejscu.

Obok niej stała stara jabłonka - trochę zaniedbana, trochę zapomniana, ale od razu wiedziałam, że zostaje z nami.

Nie wszystko było jednak tak sielankowe...W ogródku panoszył się rdestowiec. Wtedy jeszcze nie mieliśmy pojęcia, z czym mamy do czynienia. Wydawał się po prostu dużą rośliną, dopiero później odkryliśmy, że to jeden z najbardziej inwazyjnych gatunków, z jakimi można się spotkać. W Polsce znajduje się nawet na liście gatunków stwarzających zagrożenie. Nasza walka z nim trwała znacznie dłużej, niż moglibyśmy przypuszczać, ale...to chyba historia na osobny wpis.

Dopiero kiedy największe prace przy domu dobiegły końca, przyszła pora na ogródek.

ogródek w trakcie obsadzania

Nie taki z warzywami -od tego mamy pole i przestrzeń za domem.

Marzył mi się ogródek wiejski, taki, który wygląda trochę tak, jakby rósł tu od zawsze, pełen kwiatów, kolorów i lekkiego, kontrolowanego chaosu. Nie umiałabym zaprojektować rabaty od linijki. Nigdy wcześniej tego nie robiłam. Po prostu kupowałam rośliny, które mi się podobały.

Rośliny kupione do ogródka

Pierwsze trafiły do nas z lokalnego jarmarku w Bobowej.

Później odkryłam szkółkę na Równiach w Grybowie i od tamtej pory wielokrotnie wracałam do Pani Jadzi i Pana Krzysia po kolejne rośliny (Serdecznie pozdrawiam! 😊)

Na początku sadziłam trochę intuicyjnie.

Ogródek

Tu wydawało mi się, że będzie pasowała jeżówka, Tam rudbekia, a obok pysznogłówka. Później floksy, bo przecież w wiejskim ogródku nie mogło ich zabraknąć, malwy, łubiny, kolejne piwonie (kilka dostałam od Beatki i za każdym razem, gdy kwitną, przypominają mi o tym prezencie).

No i hortensje...Hortensje mogłabym sadzić bez końca.

Hortensja Anabelle

A dla ptaków pojawiła się kalina koralowa.

Oczywiście nie wszystko się udało. Niektóre rośliny pięknie kwitły przez pierwszy sezon, a później znikały. Do dziś nie wiem, czy zawiniłam ja, czy nasza gliniasta ziemia....Bo gleba u nas jest wymagająca -długo trzyma wodę, ale jednocześnie wielu roślinom trudno się w niej dobrze ukorzenić.

I znowu ogród przypomniał nam, że ma swoje zasady.

Dzisiaj, po kilku latach, ten ogródek nadal nie jest idealny..I chyba nigdy nie będzie. Co roku coś dosadzam, coś przesadzam.


Jesienią chowam w ziemi cebulki krokusów, tulipanów i moich ukochanych anemonów, żeby wiosną znowu zaskoczyły mnie kolorami.

Pojawił się też kawałek drewnianego płotka, zrobionego z elementów, które zastaliśmy na siedlisku. Słupki pomalowaliśmy na niebiesko.

Trochę dla koloru, a trochę dlatego, żeby po prostu zrobiło się weselej.

Najbardziej lubię jednak to, że ogródek żyje. Od wiosny do jesieni pełno w nim pszczół, trzmieli i motyli. Wybierając rośliny, od początku myślałam również o nich.

I chyba właśnie o taki ogródek mi chodziło -nie idealny, nie z katalogu, tylko taki, do którego każdego ranka chce się wyjść z kubkiem kawy i zobaczyć, co tym razem zakwitło.

💛Czasem ktoś pyta mnie, czy mam już wymarzony ogród... A ja chyba nie chciałabym, żeby był już skończony.

Lubię to, że co roku coś się zmienia, że jesienią znowu kupię kilka cebulek, wiosną coś przesadzę, latem zachwycę się nowym kwiatem, a jesienią znowu pomyślę, co mogłoby rosnąć przed starym domem.

Bo ten ogródek, tak samo jak całe nasze siedlisko, nie jest gotowy - on po prostu rośnie razem z nami.

Podobają Ci się nasze artykuły?

Otrzymuj nowe wpisy prosto na skrzynkę — bez spamu, bez konta. Tylko to, co najlepsze z farmy.