Menu

Drewno spod tynków

Drewno spod tynków

Doszliśmy już do momentu, w którym dało się w Wilczyskach po prostu być.Może jeszcze nie idealnie i niezbyt przestronnie, ale wygodnie na tyle, żeby złapać oddech i przestać na chwilę żyć wyłącznie remontem.

I właśnie wtedy przyszedł czas na część drewnianą.

Tę najpiękniejszą.

Od strony podwórka to pierwsze piętro, ale od strony drogi właściwie poziom gruntu. Stary drewniany fragment domu, który od początku miał w sobie coś wyjątkowego. Tylko że pod tym urokiem kryło się też mnóstwo pracy.

Najpierw trzeba było skuć wszystkie tynki.

Chcieliśmy wydobyć drewno. Pokazać stare bale zamiast kolejnych warstw ukrywających to, co było pod spodem. Ale był też drugi powód — bardzo praktyczny. Dom przez kilka lat stał pusty i ten ciężki, stęchły zapach siedział właśnie w tynkach.

Kiedy zaczęły odpadać kolejne fragmenty ścian, spod nich wychodziło stare drewno. Piękne. Miejscami naprawdę bardzo stare.


Ściana z bali


I wtedy zaczęliśmy się zastanawiać, skąd właściwie pochodzą te belki.

Sam dom jest z lat 50., ale część drewna wygląda na znacznie starsze. Niektóre bale są grubsze, ręcznie wyciosane z ogromnym kunsztem. Zupełnie inne niż te młodsze fragmenty. Jest spora szansa, że pochodzą z rozbiórek dawnych łemkowskich chat z Beskidu Niskiego. W czasach PRL-u podobno można było kupować takie drewno w PGR-ach i bardzo możliwe, że właśnie tak trafiło tutaj, do naszego domu.


Ściana z bali


Między belkami zachowało się jeszcze oryginalne mszenie...I to postanowiliśmy zostawić.

Potem zaczęła się ta mniej romantyczna część remontu.

Wyciąganie setek małych gwoździków. Drucików podtrzymujących tynk. Resztek starej konstrukcji. Żmudna praca, często wykonywana wieczorami przy lampie warsztatowej albo latarce.

Tutaj ogromne ukłony dla Roberta, bo to głównie on się z tym mierzył.

I zaczął jeszcze zanim dół domu był gotowy, żeby ekipa mogła później wejść na górę bez przeszkód.

Ja miałam wtedy zupełnie inne zajęcie.

Ala była jeszcze malutka i potrzebowała mnie właściwie cały czas. Pamiętam to dziwne uczucie, kiedy człowiek chciałby być przy wszystkim, pomagać, działać, a jednocześnie wie, że teraz najważniejsze jest coś zupełnie innego.

Paradoksalnie w remoncie pomogła nam pandemia.

Świat wtedy nagle stanął trochę w miejscu. Były ograniczenia podróży, mniej wyjazdów do pracy za granicę i dzięki temu ekipa remontowa miała czas, żeby wejść do nas praktycznie od ręki.

A pracy było sporo.

Najgorszy okazał się fragment ściany pod przeciekającym kiedyś dachem. Przez lata woda zrobiła swoje i część drewna była już kompletnie przegnita. Dolne belki też wymagały wymiany, przynajmniej częściowo.

Tutaj postawiliśmy bardziej na rozsądek niż romantyczną wizję ratowania wszystkiego za wszelką cenę.

Zgniły fragment ściany został wycięty i wypełniony bloczkami z betonu komórkowego. Lżejszymi, żeby nie obciążać stropu. Wiedzieliśmy, że od zewnątrz i tak całość będzie obita drewnem, a od środka wymyśliliśmy w tym miejscu wnękę z dużą szafą.

Bo prawda jest taka, że stare domy są piękne, ale zwykle kompletnie nieprzystosowane do współczesnego życia.

A gdzieś trzeba schować kurtki, swetry i całą resztę codzienności.

To był jeden z tych kompromisów, które przychodzą z każdym takim remontem.

Między marzeniem a budżetem, między klimatem a funkcjonalnością.

I chyba właśnie na tym polega odnawianie starego domu — żeby zachować tyle, ile się da, ale jednocześnie stworzyć miejsce do normalnego życia.

Dlatego dwa małe pokoiki po jednej stronie połączyliśmy w większy salon.


Pokój ze ściana z bala


A dawne pomieszczenia kuchni, łazienki i pokoju zamieniliśmy w pokoje dla dzieci.


Sypialnia ze ściana z bala


Łóżko


Do tego mała toaleta na górze, żeby nocą nie biegać po bardzo stromych schodach, które wymusiła konstrukcja domu.

Same schody też mają swoją historię.

Wykonał je przemiły stolarz — Janek. Zamarzyły nam się schody z litego drewna i ostatecznie stanęło na jesionie. Do dziś pamiętam moment, kiedy przyjechały ciężarówką i próbowaliśmy wymyślić, jak właściwie włożyć je do środka.

Było trochę kombinowania. Trochę śmiechu. Trochę nerwów.

Ale udało się.

Kiedyś chyba naprawdę powstanie osobny wpis o stolarzach, bo trafili nam się ludzie z ogromnym sercem i talentem.

W międzyczasie ekipa robiła swoje, a mój mąż rozprowadzał instalację elektryczną. Od początku wiedzieliśmy, że nie chcemy kabli i gniazdek prowadzonych po drewnianych ścianach. Wszystko zostało więc ukryte pod podłogą, a gniazdka schowane w podłogowych boksach, trochę jak w biurach.

Dzięki temu drewno mogło zostać drewnem.

Bez plastikowych listew i plątaniny kabli.

Podłogi też nam się pięknie udały. Pan Jan załatwił modrzewiowe deski i właśnie one trafiły do salonu, przedpokoju ( a właściwie hallu) i pokoi dzieci. (Tylko w toalecie na podłodze wylądowały płytki takie same jak w łazience na parterze). Zostawiliśmy je surowe, bez lakieru.

Tak podobały nam się najbardziej.

Ciepłe. Naturalne. Prawdziwe.


Biblioteka


I chyba największym cudem całego tego remontowego chaosu było to, że ekipa skończyła pracę tuż przed Bożym Narodzeniem.

My z kolei, kompletnie na wariackich papierach, sprzątaliśmy, myliśmy okna i kupowaliśmy meble dosłownie w ostatniej chwili.

Nie wszystko było jeszcze gotowe.

Część mebli nadal stała nierozpakowana.

Coś było niedokręcone.

Czegoś brakowało.

Ale pierwszy raz siedzieliśmy przy świątecznym stole w naszym nowym salonie.


Salon


I do dziś pamiętam tamten wieczór.

Światła odbijające się od drewnianych ścian. Zapach choinki ( na pierwsze Święta ścięliśmy własną, bo rosła miedzy wierzbami na polu). Zmęczenie. I takie ciche poczucie, że ten dom naprawdę wraca do życia.

A zaraz po Świętach skręcaliśmy już resztę mebli, żeby jeszcze przed Nowym Rokiem dzieci mogły wprowadzić się do swoich pokoi.

Czasem myślę, że ten dom uczył nas cierpliwości bardziej niż czegokolwiek innego.


Okno


💛 Nie dało się tu niczego zrobić szybko ani idealnie. Każda ściana miała swoją historię, każde drewno swoje krzywizny i swoje lata. A my krok po kroku próbowaliśmy znaleźć miejsce pomiędzy ratowaniem tego, co stare, a tworzeniem domu do naszego zwykłego życia.

I chyba właśnie wtedy, podczas tamtych świąt, pierwszy raz poczuliśmy, że już nie przyjeżdżamy do remontu.


Podobają Ci się nasze artykuły?

Otrzymuj nowe wpisy prosto na skrzynkę — bez spamu, bez konta. Tylko to, co najlepsze z farmy.