Menu

Wierzby i ich cięcie – tradycja czy konieczność?

Wierzby i ich cięcie – tradycja czy konieczność?

Wierzby od zawsze budziły emocje. Są charakterystyczne, wpisane w krajobraz i trudno je pomylić z innymi drzewami. Z jednej strony piękne, z drugiej – wymagające. Bo żeby dobrze rosły i nie sprawiały problemów, trzeba o nie regularnie dbać.

Jednym z takich zabiegów jest ogławianie. Dla jednych konieczność, dla innych zbyt duża ingerencja w naturę.

Nie będę tu rozstrzygał, kto ma rację. To temat na osobny tekst. Osoby, które chcą spojrzeć na sprawę szerzej, mogą zajrzeć tutaj:

https://siedem-wierzb.pl/oglawianie-wierzb-tradycja-czy-przezytek/

Mogę natomiast opowiedzieć, jak to wygląda w praktyce.

Na czym polega ogławianie wierzby?

Ogławianie to nic innego jak cykliczne przycinanie wszystkich gałęzi tuż przy pniu. Robi się to co kilka lat – najczęściej co 2, 3 albo 5. Z czasem na szczycie drzewa tworzy się charakterystyczne zgrubienie, taka „głowa”, od której wzięła się nazwa.

Najlepszy moment na takie cięcie to zima – od stycznia do marca, kiedy drzewo jest w stanie spoczynku. W teorii brzmi to prosto. W praktyce bywa różnie. Zimy są coraz łagodniejsze, czasu zawsze za mało, a pracy sporo.

Wierzby i ich cięcie – tradycja czy konieczność?

Dlaczego w ogóle się to robi?

Z mojego doświadczenia wynika, że regularne ogławianie ma sens:

  1. ogranicza ryzyko łamania się konarów. Wierzba ma dość kruche drewno, a przy dużej masie gałęzi potrafi to być problem.
  2. odmładza drzewo i pozwala mu dłużej zachować dobrą kondycję.
  3. taka wierzba staje się miejscem życia dla wielu gatunków.

To jednak nie jest szybka robota. Przy starszych drzewach jedno ogłowienie może zająć kilka godzin.

Jak wygląda praca przy starych wierzbach?

Przy większych egzemplarzach najpierw trzeba się na nie dostać. Dopiero z góry widać, jak układają się gałęzie i w którą stronę będą opadać.

Zaczynam od cieńszych przyrostów, starając się od razu zrzucać je na ziemię. To ważne, bo przy większych konarach trzeba mieć już przygotowane miejsce.

I tu pojawia się moment, na który trzeba najbardziej uważać. Odcięta gałąź potrafi odbić się od innych i polecieć w zupełnie innym kierunku, niż zakładaliśmy. Czasem nie ma czasu na reakcję. A przy pracy z pilarką to już robi się naprawdę niebezpieczne. Dlatego nie polecam cięcia z drabiny.

Z drugiej strony zostawienie starej wierzby samej sobie też nie jest rozwiązaniem. Z czasem ciężar gałęzi robi swoje i drzewo zaczyna się rozłamywać.

Wierzby i ich cięcie – tradycja czy konieczność?

Wierzba w krajobrazie i w historii

Wierzby to nie tylko kwestia praktyczna. Przez lata były stałym elementem wiejskiego krajobrazu – sadzone na miedzach, przy rowach, wzdłuż potoków. Dobrze radzą sobie z wodą, stabilizują grunt, a przy okazji osłaniają przed wiatrem. W otwartym terenie ma to spore znaczenie.

Z czasem zaczęły znikać. Mechanizacja rolnictwa, większe pola, mniej miejsca na drzewa. A szkoda, bo razem z nimi znika kawałek krajobrazu.

Co dzieje się z gałęziami?

Ścięte konary nigdy się nie marnowały. Dawniej szły na opał, na paliki, na ogrodzenia. U nas jest podobnie – staramy się wykorzystać wszystko, co się da.

Z każdym kolejnym cięciem materiału jest więcej, ale widać też coś jeszcze – drzewo wraca z nową siłą. Wypuszcza świeże, gęste witki, szczególnie jeśli ma dobrze rozwinięty system korzeniowy.

Wierzby i ich cięcie – tradycja czy konieczność?

Jak rozsadza się wierzbę?

Wierzba jest pod tym względem wdzięczna. Wystarczy kawałek gałęzi wbić w wilgotną ziemię i bardzo często zaczyna się ukorzeniać. Bez wielkiej filozofii.

Rośnie szybko, więc nawet jeśli część się nie przyjmie, po kilku latach i tak robi się z tego całkiem porządny kawałek zieleni.

I może właśnie dlatego te drzewa od lat tak dobrze wpisują się w wiejski krajobraz. Trochę surowe, trochę nieoczywiste, ale uparte i żywe – dokładnie takie, jakie powinny być drzewa, które mają przetrwać więcej niż jeden sezon.