Są takie warzywa, które trudno okiełznać.
Cukinia jest dla mnie trochę… nieprzewidywalna. Są lata, kiedy daje piękne plony, pełna kwiatów i owoców. I są takie, kiedy jest jej jak na lekarstwo. Najlepiej byłoby, gdyby było gdzieś pośrodku.Ale na razie jeszcze nie trafił mi się taki rok...
Albo nie ma jej prawie wcale., albo jest jej tyle, że nie wiadomo, co z nią zrobić.
Z cukinią próbuję na różne sposoby. Część sadzonek kupuję gotowych, a część wysiewam sama — wprost do gruntu, czasem w szklarni, czasem na podwyższonych grządkach przed domem. To daje choć trochę większą szansę, że coś jednak wyjdzie.
Na początku cukinię łatwo pomylić z ogórkiem albo dynią. Dopiero później zaczyna być widać różnice — choć wprawne oko podobno dostrzega je od razu.
Mam swoje ulubione odmiany. Najbardziej lubię klasyczne, ciemnozielone — Klasyczna Astra Polka, Black Beauty albo Soraya. Ta druga sprawdza się lepiej w chłodniejsze lata, bo nie potrzebuje aż tyle ciepła, żeby zawiązać owoce. Lubię też pasiaste odmiany, jak Coucourzelle czy Tapir.
Próbowałam też uprawiać okrągłą Tondo di Piacenza, ale nie do końca mi wychodziła. Chyba jednak zostanę przy tej tradycyjnej, podłużnej.
Jedno jest pewne — cukinię najlepiej zbierać młodą. Te duże, przerośnięte egzemplarze mają twardą skórkę, duże nasiona i wymagają obierania. Choć właśnie z takich można by spróbować zebrać nasiona na kolejny sezon — u mnie to na razie w planach.
Z cukinią bywało u nas różnie, ale jeden rok zapamiętam szczególnie.
To był chyba drugi sezon naszych upraw.
I to był rok, kiedy cukinia przejęła kontrolę...

Była wszędzie. W ogrodzie, w kuchni, na blacie, w lodówce. I nagle pojawiło się pytanie — co z tym wszystkim zrobić?
Na początku było klasycznie: zupa-krem, cukinia faszerowana, grillowana… Ale ile można jeść cukinię na obiad.
Więc zaczęłam szukać.
I okazało się, że z cukinii można zrobić naprawdę dużo.
W spiżarce pojawił się ketchup z cukinii (do dziś jeden z moich ulubionych), sałatki, cukinia kiszona (choć tu nie zostałam fanką — jest bardziej miękka niż ogórek, a ja lubię chrupiące kiszonki), cukinia marynowana z musztardą francuską, dżemy — cytrynowy i pomarańczowy (cytrynowy zdecydowanie wygrywa).
No i sos słodko-kwaśny, a właściwie słodko-kwaśno-pikantny. Ten lubimy najbardziej. Wystarczy kawałek mięsa, ryż i taki sos — i obiad robi się właściwie sam.
Może kiedyś wrzucę tu przepisy. Na razie są zapisane gdzieś między kartkami i pamięcią — trochę z internetu, trochę już po mojemu.
💛 Z cukinią nigdy nie wiadomo...Ale może właśnie dlatego warto ją mieć.
Komentarze