Są takie przepisy, które zostają z nami na zawsze.
Nie dlatego, że są idealne. Ale dlatego, że niosą ze sobą coś więcej niż smak.
Trochę domu.
Trochę wspomnień.
Trochę ludzi, których już z nami nie ma, a którzy wciąż są obecni w takich właśnie drobnych rzeczach.
Ten sernik jest jednym z nich.
Jako że wielkimi krokami zbliżają się Święta Wielkanocne, postanowiłam podzielić się z Wami przepisem, który jest dla mnie szczególny.
Pochodzi od mojej Babci, a przekazał mi go mój Dziadek — który niedawno odszedł i był jedną z najważniejszych osób w moim życiu.
Ten sernik zawsze będzie mi się kojarzył z domem, spokojem i wspólnym czasem.
Składniki
Na tortownicę o średnicy ok. 25 cm:
- 1 kg twarogu tłustego (najlepiej dobrej jakości, „prawdziwy” — można zmielić, żeby był gładki; alternatywnie dobry ser z wiaderka)
- 200 g cukru
- cukier z prawdziwą wanilią lub pasta waniliowa
- 10 jajek
- 150 g masła
- 1 pomarańcza
- ok. 150 g suszonej żurawiny
- skórka pomarańczowa (opcjonalnie, ale polecam — dodaje charakteru)
- 6 łyżek kaszy manny błyskawicznej
Wykonanie
Żółtka oddzielamy od białek. Białka odkładamy na później.
Żółtka ubijamy z cukrem na puszystą, jasną masę. Następnie dodajemy miękkie masło i dalej ucieramy, aż całość się dobrze połączy.
Z pomarańczy ścieramy skórkę (wcześniej warto ją sparzyć wrzątkiem), dodajemy ją do masy, a następnie dolewamy sok z połowy pomarańczy.
Do tak przygotowanej masy dodajemy zmielony twaróg i mieszamy do połączenia składników. Na koniec wsypujemy kaszę mannę.
W osobnej misce ubijamy białka na sztywną pianę. Pod koniec ubijania dodajemy cukier waniliowy lub pastę waniliową. Piana powinna być naprawdę solidna — taka, która nie wypada z miski po jej odwróceniu (to test dla odważnych 😉).
Delikatnie łączymy pianę z masą serową, najlepiej przy pomocy szpatułki, żeby nie stracić puszystości. Na koniec dodajemy żurawinę i skórkę pomarańczową — ilość według uznania (a jeśli ktoś nie lubi, można je pominąć).
Masę przelewamy do przygotowanej formy. Ja smaruję ją masłem i obsypuję mąką krupczatką, ale można też użyć papieru do pieczenia — tak robił mój Dziadek.
Pieczemy w temperaturze 180–190°C przez około 50 minut.
W trakcie pieczenia sernik mocno rośnie, a po wyjęciu opada — to zupełnie normalne. Żeby uniknąć dużego zagłębienia na środku, lekko luzuję rant formy zaraz po wyjęciu z piekarnika.
Gotowy sernik powinien być z wierzchu złoto-brązowy.
💛 Na koniec
Można zrobić do niego spód z kruchego ciasta, ale ja zdecydowanie wolę wersję bez — taką najbardziej klasyczną.
Ten sernik to dla mnie coś więcej niż wypiek.
To smak dzieciństwa i wspomnienie mojego Dziadka Leszka, który — co zawsze mnie wzrusza — nauczył się go piec dopiero około osiemdziesiątki.
Był w tym prawdziwym mistrzem.
Ja pewnie nigdy nie osiągnę takiej perfekcji.
Ale próbuję.
I chyba właśnie o to w tym wszystkim chodzi — żeby zachowywać takie małe rzeczy i przekazywać je dalej.
Komentarze