Menu

Dom nie zaczął się od nas

Dom nie zaczął się od nas

Kupując stary dom, można wybrać różne drogi - można go zburzyć i postawić nowy. Wbrew pozorom chyba często jest to najłatwiejsza opcja i wiele osób ją właśnie wybiera. Można też stary dom wyremontować, ale przy okazji wyrzucić wszystko, co stare, i urządzić go zupełnie po swojemu. Można wreszcie spróbować zrobić coś trudniejszego - zachować jak najwięcej z tego, co już jest, a jednocześnie wprowadzić tyle współczesności, żeby dało się w tym domu po prostu wygodnie żyć.

My wybraliśmy tę ostatnią drogę... Nie zawsze najłatwiejszą i chyba zdecydowanie nie najtańszą. 😉 Ale kiedy kupowaliśmy ten dom, od początku mieliśmy poczucie, że on nie zaczął się od nas. Miał już swoją historię, miał wcześniejszych mieszkańców, swoje przyzwyczajenia, drobiazgi, które ktoś kiedyś zrobił albo wybrał. Miał też swój charakter, który bardzo łatwo byłoby podczas remontu bezpowrotnie zgubić. Dlatego zamiast zrobić z niego zupełnie nowy dom, chcieliśmy raczej dopisać do jego historii kilka naszych rozdziałów.

O samym remoncie mamy zresztą osobną serię, więc nie będę tutaj po raz kolejny opowiadać o belkach, podłogach i wszystkich remontowych przygodach. Tym razem będzie o tym, co postanowiliśmy zachować albo dodać tak, żeby nadal pasowało do domu i miejsca, w którym stoi.

Dom, który nadal wygląda jak stąd

Bryła domu została właściwie zachowana. To charakterystyczny dla tego regionu kształt i nie mieliśmy potrzeby go zmieniać. Podobnie było z elewacją. Dostała nowy kolor, bo ten oryginalny, musztardowy, zupełnie nam nie pasował ( szczególnie mnie 😉 ), ale sama elewacja została. Co więcej, wykorzystaliśmy oryginalne deski, którymi dom był obity. Zostały tylko przełożone na drugą stronę.


koronka na domu


Bardzo zależało mi też na zachowaniu drewnianych detali na ścianach szczytowych. Te charakterystyczne wycinanki są jednym z elementów, które od razu nadają domowi regionalny charakter. U nas mają kształt serc. Oczywiście zostały...A nawet pojawiły się nowe - na balkonie, na ganku i na ścianach podłużnych dodaliśmy kolejne drewniane wycinanki, nawiązujące do tych istniejących.

Początkowo nasi Panowie od remontu nie byli tym pomysłem specjalnie zachwyceni. 😉 W końcu takie rzeczy trzeba ręcznie wycinać, a przy okazji remontu i tak było wystarczająco dużo pracy. Podejrzewam nawet, że przez chwilę mogli się zastanawiać, czy aby na pewno wiemy, co robimy... Ale kiedy już zabrali się do pracy, sami zaczęli wymyślać kolejne wzory. To, co mamy wycięte na balkonie, jest już w dużej mierze ich twórczością.

I wyszło naprawdę pięknie.

Drzwi, których nie wyrzuciliśmy

W środku zachowaliśmy wszystkie stare drzwi. Nawet te zewnętrzne. Zostały naprawione, odmalowane i dostały drugie życie. Nie wszystkie wróciły dokładnie w to samo miejsce, w którym były wcześniej, ale żadnych nie wyrzuciliśmy. Zostały też stare klamki i, tam gdzie było to możliwe, zamki. To może być drobiazg, ale właśnie takie drobiazgi sprawiają, że po remoncie dom nadal wydaje się tym samym domem.


stare drzwi w wiejskim domu

Zachowaliśmy również oryginalną stolarkę okienną - nie wszystkie kwatery dało się uratować — niektórych już brakowało, inne były w stanie, którego nie dało się sensownie naprawić, ale tam, gdzie stare okna były całe, zostały... I razem z nimi zostały stare szyby - cienkie, lekko nierówne, takie, przez które świat wygląda trochę inaczej.

Dzisiaj takich szyb właściwie nie da się kupić, a jeśli ktoś chciałby zrobić podobne na zamówienie, prawdopodobnie kosztowałoby to małą fortunę.

Nasze były tutaj od początku...Więc zostały.


Stare okno


A potem wypadłam przez okno

Z tymi oknami wiąże się zresztą historia, która dzisiaj jest dla mnie zabawna, ale w momencie, kiedy się wydarzyła, zdecydowanie nie była. 😉

W trakcie remontu, kiedy drewniane piętro było już wyremontowane, postanowiłam umyć okna. Wiadomo — skoro już wszystko jest odnowione, dobrze byłoby w końcu zobaczyć przez nie świat.

Część okien ma trzy kwatery. Myłam jedno z takich okien właśnie w pokoju Pawła, od strony drogi, kiedy nagle… wypadłam przez okno razem z kwaterą. Szyba roztrzaskała się w drobny mak, a ja na szczęście wylądowałam stosunkowo nisko. Skończyło się na kawałku szkła wbitym w łydkę i szyciu na SOR-ze w Gorlicach. Panowie chirurdzy byli zresztą bardzo rozbawieni i pytali, czy w dokumentacji wpisać „wypadnięcie przez okno”, czy może „kontakt ze szkłem w domu”.

Dzisiaj wszystkim mówię, że chciałam sprawdzić, czy umiem latać.... Okazało się, że do motyla jednak trochę mi brakuje. 😉

Ta jedna szyba musiała więc ostatecznie zostać wymieniona. Reszta, która przetrwała remont i moje eksperymenty z lataniem, nadal jest oryginalna.

Belki i prawdziwy mech

Zachowaliśmy też to, co w tym domu chyba najważniejsze — drewnianą konstrukcję.

Belki zostały, z wyjątkiem kilku fragmentów podwaliny, które ze względu na stan techniczny trzeba było wymienić. Zostało również oryginalne mszenie między belkami.

Tak, prawdziwy mech...

Z czasem część starej gliny się wykruszyła, więc została uzupełniona, ale samo mszenie pozostało.

I chyba właśnie takie rzeczy najbardziej przypominają mi, że ten dom nie jest nowym domem stylizowanym na stary... On naprawdę jest stary.


belki w starym domu

Trochę Bobowej w naszych oknach

Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie dorzuciła do tego wszystkiego czegoś od siebie.

Chciałam tylko, żeby nadal pasowało do miejsca...

Wilczyska leżą w gminie Bobowa, a Bobowa słynie z przepięknej koronki klockowej. Swoją drogą jeśli ktoś będzie kiedyś w okolicy podczas festiwalu koronki — naprawdę warto zajrzeć. To jedna z tych lokalnych rzeczy, które są jednocześnie bardzo tradycyjne i naprawdę piękne.

A mnie zamarzyły się w naszych starych oknach zazdrostki z bobowskiej koronki klockowej.

Okazało się jednak, że nie jest to rzecz, którą można po prostu wejść do sklepu i kupić. W Bobowej jest sklep z koronką, ale zazdrostek nie robili, a moje musiały być jeszcze na wymiar.... Opowiedziałam o moim pomyśle sąsiadce.

I jak to już u nas bywa — sąsiedzi rozwiązali problem. 😉 Dostałam kontakt do pani Ewy Szpili, lokalnej, a właściwie nie tylko lokalnej, ambasadorki koronki klockowej. Pani Ewa znalazła osobę, która zrobiła dla mnie zazdrostki ( bo sama Pani Ewa wtedy nie miała możliwości przyjąć kolejnego zlecenia).

Trochę na nie czekałam, bo to ręczna, bardzo precyzyjna robota, a potrzebowałam ich kilkanaście... Ale było warto. Dzisiaj wiszą w naszych starych oknach i są jednym z tych elementów, które bardzo mocno łączą nasz dom z miejscem, w którym stoi.


drzwi z zazdrostkami z koronki bobowskiej


Stare rzeczy mają tu swoje drugie życie

Nie mieliśmy szczęścia do dużej ilości starych mebli. Rodzina poprzednich właścicieli zabrała wcześniej te cenniejsze. Zostało jednak kilka stolików. Ich stan nie był najlepszy, więc nie wszystkie wróciły do domu. Jeden stoi na tarasie, inny służy mi jako stół roboczy do rozsadzania kwiatów.

Zostały też jakieś obrazki, pamiątka Pierwszej Komunii Świętej jednej z wcześniejszych mieszkanek domu, drobny dzbanuszek na śmietankę do kawy i pojedyncze kieliszki.


stare obrazki


Niewiele.

Ale wszystko, co nadawało się do zachowania, zostało dokładnie wyczyszczone i dostało swoje miejsce.

Bo przecież te rzeczy też są częścią historii tego domu.

I jeszcze stodoła

Jest jeszcze stodoła. A właściwie jej deski - stare, wysmagane wiatrem, twarde jak diabli i — jak na mój gust — piękne.


deski na stodole


Od czasu do czasu ktoś pyta, czy może wymienić nam je na nowe. Czasem nawet pada propozycja, że zrobi to „za darmo”, w zamian za stare deski... No way. 😉

Te deski są stąd. Przeżyły już wiele lat, wiatr, deszcz, śnieg i pewnie niejedną historię, o której nie mamy pojęcia. I dopóki nie będą naprawdę wymagały wymiany, nie zamierzamy się ich pozbywać. Bo po co?

💛 Im dłużej mieszkamy w Wilczyskach, tym bardziej podoba mi się myśl, że nie wszystko tutaj musi być nasze. Niektóre rzeczy były przed nami i, mam nadzieję, zostaną po nas.

My jesteśmy tylko kolejnym rozdziałem tej historii. Trochę coś naprawiliśmy, trochę zmieniliśmy, coś dodaliśmy, a coś po prostu zostawiliśmy w spokoju.

I chyba właśnie dlatego lubię ten dom bardziej niż wtedy, kiedy go kupiliśmy.

Bo nie próbujemy zrobić z niego domu, który zaczyna się od nas. Chcemy tylko, żeby miał z nami kolejny kawałek swojej historii.

Listy z Pogórza

Raz w miesiącu list z Wilczysk — bez reklam, bez alertu przy każdym artykule. Więcej o liście.

Link do wypisania w każdym mailu.