Na początku był jeden filtr.
A właściwie jedna obudowa i jeden wkład, który trzeba było kiedyś wymienić. Termin można było zapisać w kalendarzu i na tym właściwie skończyć.
Potem pojawił się drugi filtr. Potem kolejny. W domu doszła instalacja ze studni, gdzie filtrów jest kilka i każdy pełni trochę inną funkcję.
A w kuchni pojawiła się odwrócona osmoza pod zlewem.
I tutaj sprawa zrobiła się jeszcze ciekawsza, bo nie mamy już po prostu jednego filtra. Jest kilka etapów filtracji, membrana, zbiornik, a do tego lampa UV. Każdy element ma trochę inną obsługę i inny moment, w którym trzeba się nim zająć.
Do tego dochodzą filtry przy innych urządzeniach i w systemie nawadniania.
I nagle okazało się, że samo zapisanie daty przestało wystarczać.
Każdy miał swój termin. Albo raczej: każdy powinien mieć swój termin wymiany.
Problem w tym, że sama data niewiele mówi.
Sam termin to za mało
Jeżeli w kalendarzu pojawi się „wymiana filtra”, to nadal muszę wiedzieć, którego filtra dotyczy przypomnienie.
Czy chodzi o filtr w kuchni, jeden z filtrów przy studni, czy może element odwróconej osmozy pod zlewem?
Jaki wkład mam kupić? Czy to ten sam, który wymieniałem poprzednio? Czy mam go już na półce?
Przy jednej obudowie można to jeszcze pamiętać. Przy kilku instalacjach zaczyna się robić mniej wygodnie.
Kalendarz dobrze pamięta datę. Nie pamięta jednak instalacji, jej kolejności i tego, co właściwie znajduje się za konkretną obudową.
A właśnie tego zaczęło mi brakować.
Zaczęliśmy prowadzić zapas
Drugi problem był jeszcze prostszy.
Skoro wiem już, że za miesiąc powinienem wymienić filtr, dobrze byłoby mieć go wtedy pod ręką.
Na początku kupowaliśmy więc filtry wtedy, kiedy były potrzebne. Potem zaczęliśmy trzymać kilka wkładów na zapas.
To rozwiązało jeden problem i stworzyło następny.
Na półce pojawiły się kartony. Jeden filtr był do kuchni, drugi do studni, kolejny do jeszcze innej instalacji. Część wyglądała podobnie.
Przy dwóch podobnych wkładach pozostawało jeszcze pytanie: który zużyć najpierw?
Nie chciałem po prostu trzymać coraz większego magazynu filtrów. Chciałem wiedzieć, co mam, do czego to jest i kiedy rzeczywiście będę tego potrzebował.
Stoję przy filtrze
Najbardziej irytujące sytuacje pojawiały się nie wtedy, kiedy siedziałem przy komputerze.
Pojawiały się przy samej instalacji.
Stoję przy obudowie i widzę filtr.
I teraz trzeba sobie przypomnieć, który to etap, kiedy był ostatnio wymieniany i jaki wkład powinien tam trafić.
Jeżeli instalacja jest prosta, nie ma problemu.
Ale kiedy filtrów robi się kilka, pamięć zaczyna być słabym systemem ewidencji.
Dlatego pojawił się pomysł z QR-em przy obudowie.
Nie po to, żeby robić z instalacji jakiś system przemysłowy. Po prostu: skanuję kod i chcę od razu wiedzieć, na co patrzę.
Odwrócona osmoza pod zlewem
Dobrym przykładem jest właśnie instalacja odwróconej osmozy w kuchni.
Z zewnątrz wygląda niepozornie. Kilka obudów schowanych pod zlewem, membrana, zbiornik i cała reszta, której na co dzień właściwie nie widać.
Ale z punktu widzenia obsługi jest to już mała instalacja.
Są kolejne etapy filtracji i każdy z nich ma swoje zadanie. Nie wszystkie elementy wymienia się w tym samym czasie.
Do tego dochodzi lampa UV.
I tutaj pojawia się kolejny rodzaj problemu.
Lampa UV to trochę inna historia
Lampy UV nie wymieniam dlatego, że filtr się zabrudził.
Jej zadaniem jest działanie przez określony czas. Sama lampa może nadal świecić, ale to nie znaczy, że można bez końca odkładać jej wymianę.
Dlatego ważne jest nie tylko pytanie:
„Kiedy ją zamontowałem?”
ale również:
„Kiedy powinienem ją wymienić?”
To trochę inny rodzaj obsługi niż zwykły filtr.
Przy filtrze interesuje mnie przede wszystkim termin wymiany wkładu. Przy lampie UV muszę pamiętać o jej okresie eksploatacji i o tym, kiedy ten okres się kończy.
I właśnie takie drobne różnice zaczynają mieć znaczenie, kiedy tych elementów robi się więcej.
Wtedy powstała aplikacja
W pewnym momencie okazało się, że tych informacji jest już za dużo, żeby wygodnie trzymać je w kalendarzu, notatkach i pamięci.
Powstała więc aplikacja.
Nie zaczynaliśmy od pomysłu na aplikację do zarządzania filtrami.
Zaczęło się od własnego problemu: jak nie zapomnieć, co mam w instalacji, kiedy trzeba to wymienić, kiedy trzeba zająć się urządzeniem i czy mam odpowiedni element na półce.
Dopiero później zaczęliśmy układać to w jeden model.
Jak na to patrzymy
W aplikacji ułożyliśmy to tak, jak sami patrzymy na instalację.
Najpierw jest instalacja — na przykład kuchnia, studnia albo układ związany z nawadnianiem.
Potem są jej etapy.
Na każdym etapie znajduje się konkretny filtr albo urządzenie.
Do niego można przypisać sposób obsługi i moment, w którym trzeba się nim zająć.
Dla jednego elementu będzie to po prostu wymiana wkładu po określonym czasie.
Dla innego — kontrola albo czyszczenie.
Dla lampy UV może to być pilnowanie okresu eksploatacji i terminu wymiany.
Na końcu jest jeszcze zapas — czyli to, co rzeczywiście mamy na półce.
To prosty model, ale właśnie tak zaczęliśmy o tym myśleć.
Nie:
„mam pięć filtrów”.
Tylko:
„mam instalację → ma ona kilka etapów → na każdym jest konkretny element → każdy ma swój sposób obsługi → a potrzebne rzeczy mam albo muszę zamówić”.
Co trzeba zrobić dzisiaj?
Kiedy tych rzeczy przybywa, nie potrzebuję kolejnej listy wszystkich filtrów.
Potrzebuję wiedzieć, co mam zrobić teraz.
Dlatego jest ekran „Dziś”.
Pokazuje rzeczy, które wymagają uwagi: zaległe terminy, zbliżające się wymiany, niski zapas albo produkty, które warto już zamówić.
Jeżeli zbliża się termin wymiany wkładu w osmozie, powinienem to zobaczyć.
Jeżeli kończy się okres eksploatacji lampy UV, również.
Reszta może poczekać.
To drobna różnica, ale właśnie tego brakowało mi najbardziej.
Nie chciałem kolejnej aplikacji, w której muszę przeglądać wszystkie dane.
Chciałem otworzyć ją i zobaczyć, czy dzisiaj jest coś, czym powinienem się zająć.
QR przy obudowie
QR ma sens właśnie wtedy, kiedy stoję przy filtrze.
Skanuję kod i przechodzę od razu do konkretnego etapu instalacji.
Nie muszę zastanawiać się, który wpis na liście urządzeń odpowiada obudowie, na którą właśnie patrzę.
Nie muszę też pamiętać, czy patrzę na pierwszy filtr osmozy, kolejny etap czy element związany z UV.
To nadal tylko etykieta i informacja w telefonie. Ale w praktyce skraca drogę między „patrzę na filtr” a „wiem, co z nim zrobić”.
Zapas też musi mieć swoje miejsce
Samo przypomnienie o wymianie niewiele daje, jeśli odpowiedniego wkładu nie ma na półce.
Dlatego w aplikacji zapisujemy stan zapasu.
Wiem, ile mam poszczególnych wkładów i kiedy trzeba będzie dokupić kolejny.
Przy kilku podobnych filtrach łatwiej też pilnować, który powinien zejść z półki pierwszy.
To nie jest wielki system magazynowy.
Po prostu próbujemy przenieść do telefonu tę samą informację, którą wcześniej próbowaliśmy utrzymać w głowie, kalendarzu i na półce.
A co, jeśli coś się zmieni?
Instalacje też się zmieniają.
Można dołożyć kolejny etap, zmienić kolejność albo wymienić obudowę.
Można też zmienić sposób obsługi konkretnego elementu.
Dlatego ważne było dla nas, żeby aplikacja nie była tylko listą terminów.
Jeżeli zmieniam instalację, zmieniam też jej strukturę.
Nie chcę za każdym razem tworzyć wszystkiego od początku ani drukować nowych etykiet tylko dlatego, że zmienił się jeden element.
Chcę po prostu poprawić to, co rzeczywiście się zmieniło.
To nie jest monitorowanie wody
Tu jest też ważne ograniczenie.
WindyFarm Water Filters nie mierzy jakości wody.
Nie zastępuje badania wody i nie mówi, czy woda jest bezpieczna.
To narzędzie do organizowania filtrów, terminów i zapasu.
Terminy zapisane w aplikacji są naszymi przypomnieniami wynikającymi z tego, jak ustawiliśmy dany etap. Nie są wynikiem analizy wody.
W przypadku lampy UV również nie próbujemy oceniać jakości wody na podstawie jej okresu eksploatacji. Aplikacja ma po prostu pomóc pamiętać, że określony element instalacji wymaga obsługi.
I tak właśnie chcieliśmy to zostawić.
Na razie tylko iPhone
Jest też jedno ograniczenie, którego nie ma sensu ukrywać.
Na razie WindyFarm Water Filters działa tylko na iPhone.
Tak po prostu wyszło — zaczęliśmy ją robić dla siebie i najpierw powstała wersja na iOS. Androida jeszcze nie ma.
Nie będę udawał, że jest inaczej. Jeśli projekt pójdzie dalej, pewnie przyjdzie też czas na drugą platformę.
Po co nam to wszystko?
Bo okazało się, że problem z filtrami wcale nie polegał na tym, że nie wiedzieliśmy, jak je wymienić.
Problem był dużo bardziej banalny.
Trzeba było pamiętać za dużo drobnych rzeczy.
- Który filtr.
- Która instalacja.
- Kiedy wymieniany.
- Co jest na półce.
- Co trzeba zamówić.
- Kiedy została zamontowana lampa UV.
- I kiedy właściwie kończy się jej okres eksploatacji.
Kalendarz rozwiązywał tylko jeden z tych problemów.
Półka rozwiązywała kolejny.
QR jeszcze jeden.
Aplikacja powstała dopiero wtedy, kiedy spróbowaliśmy zebrać je razem.
Nie dlatego, że potrzebowaliśmy kolejnej aplikacji.
Po prostu potrzebowaliśmy przestać pamiętać to wszystko samemu.
WindyFarm Water Filters
Jeżeli masz podobny problem z kilkoma filtrami, instalacjami i zapasem wkładów, zobacz WindyFarm Water Filters — opisaliśmy tam, jak działa aplikacja, jakie ma ograniczenia i jak można dołączyć do listy oczekujących.
Komentarze