Menu

Nasz dom jedzie z nami na wakacje

Nasz dom jedzie z nami na wakacje

Życie na dwa domy ma tę ciekawą właściwość, że człowiek zaczyna przyzwyczajać się do pewnej logistyki. Pakowanie. Rozpakowywanie. Przewożenie rzeczy. Sprawdzanie, gdzie tym razem został laptop, ładowarka albo ulubiona bluza. A potem przychodzą wakacje i robimy dokładnie to samo...

Tylko trochę dalej.

Bo choć większość lata spędzamy w Wilczyskach, to oczywiście i my czasem wyjeżdżamy na wakacje. Nie jesteśmy jednak specjalnie typowymi turystami. Nie wynajmujemy apartamentu, nie rezerwujemy domku z widokiem na morze.

Zamiast tego pakujemy własny mały kawałek domu i ruszamy w drogę.

Czasem tym domem jest przyczepa campingowa. Tym razem były nim namiot, a właściwie namioty, bo dzieci mają swoje, my mamy swój.

Tak, wiem....Można po prostu zarezerwować pokój w hotelu. 😉

Ale chyba nie o to nam chodzi.

Trochę wolności, trochę logistyki

Lubimy mieć możliwość decydowania, gdzie będziemy jutro.

Nie planujemy wakacji z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Raczej wybieramy kierunek, pakujemy się i jedziemy.

Oczywiście nie jest tak, że możemy sobie po prostu rozłożyć namiot gdziekolwiek nam się spodoba. W Europie nocowanie na dziko jest coraz bardziej ograniczone, więc najczęściej wybieramy campingi.

I właściwie bardzo nam to odpowiada.

Mamy łazienkę, prysznic, miejsce do zmywania, sklep, plac zabaw, często basen albo plażę. Dzieci mają gdzie się wyszaleć, a my możemy po prostu rozstawić namiot i mieć święty spokój.


Camping

No i jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz.

Nie gotuję.

To chyba jedyny czas w roku, kiedy oficjalnie odkładam garnki na bok i uznaję, że ktoś inny może nas nakarmić. Campingowe bary, małe knajpki, lokalne jedzenie — wszystko jest mile widziane. Nie potrzebujemy eleganckiej restauracji. Wystarczy dobre jedzenie i możliwość siedzenia w klapkach. 😉

Najczęściej na południe

Lubimy ciepło i wodę, więc nasze wakacyjne kierunki najczęściej prowadzą na południe.


Plaża w Chorwacji


W tym roku, po kilku dyskusjach i moich próbach przekonania wszystkich, że może jednak moje ukochane Włochy, ostatecznie znowu padło na Chorwację.

Tym razem na Istrię.

Byliśmy tu już kilka lat temu i, mówiąc delikatnie, nie zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia. Ale postanowiliśmy dać jej drugą szansę.

Wybraliśmy camping Lanterna niedaleko Poreča, głównie ze względu na dzieci. Zwłaszcza młodsze dostało dokładnie to, czego potrzebuje do szczęścia: wodę. Jest tu park wodny, kilka basenów, różne plaże — od żwirowych i skalistych po bardziej przyjazne dzieciom - te piaszczyste. Są place zabaw, animacje i cała masa campingowych atrakcji.

Jest nawet łazienka, która zrobiła na mnie większe wrażenie niż niejeden hotel.


Łazienka na campingu


Wygląda trochę jak stacja kolejowa, a wnętrze nawiązuje do wagonu. I ma to zresztą swoje uzasadnienie, bo historycznie przebiegała tędy linia kolejowa łącząca Triest z Porečem. Jak się okazuje nawet zwykła campingowa łazienka może więc mieć swoją historię.

Wakacje pod namiotem mają też swoje minusy

Oczywiście nie będę udawać, że jest idealnie.

Spakowanie całego tego majdanu zajmuje trochę czasu.

Podróż ponad tysiąc kilometrów też nie jest specjalnie relaksująca, dlatego zwykle nie robimy jej na raz. Po drodze wybieramy camping i robimy sobie nocleg.

No i jesteśmy mocno zależni od pogody. W tym roku mieliśmy okazję się o tym przekonać. Jednej nocy przyszła taka burza, że namiot zaczął lekko przeciekać, a konstrukcja wyginała się na wszystkie strony, kiedy mocniej zawiało...Rano wyglądało to trochę tak, jakbyśmy właśnie przeżyli małą ekspedycję badawczą.

Na szczęście namioty dzieci były całe.

A my jesteśmy przygotowani również na takie sytuacje. Mamy kilka namiotów i w razie potrzeby jesteśmy w stanie przenieść się do innych. Ten dachowy (zwykle zajmowany przez Alkę) jest szczególnie odporny i dobrze znosi różne pogodowe przygody.

Druga burza przyszła w ciągu dnia i była już łaskawsza....Ale wrażenia zostały. 😉

To nie jest sposób dla każdego

Wiem, że dla części osób taki sposób spędzania wakacji może brzmieć jak dodatkowa praca. I trochę nią jest. Trzeba się spakować, rozłożyć, potem złożyć, przewieźć cały sprzęt, pilnować pogody i czasem zastanawiać się, czy namiot wytrzyma to, co właśnie dzieje się za oknem. Ale z drugiej strony daje nam coś, co bardzo lubimy - Niezależność.

Nie musimy być w jednym miejscu przez dwa tygodnie tylko dlatego, że taką rezerwację zrobiliśmy. Jeśli chcemy zostać — zostajemy. Jeśli chcemy pojechać dalej — pakujemy się i jedziemy, a przynajmniej w teorii, bo praktyka pokazuje, że pakowanie całego naszego dobytku na nowo jest na tyle czasochłonne, że czasem ta spontaniczność kończy się na decyzji: „dobra, zostajemy jeszcze dwa dni”. 😉


drogowskaz na campingu


Nasz mały wakacyjny dom

Ten sposób podróżowania nie pojawił się u nas z dnia na dzień. Sprzęt campingowy zbieraliśmy przez lata. Każdy kolejny wyjazd czegoś nas uczył i czegoś dokładał do naszego zestawu.

Najpierw była namiot, potem pojawiła się przyczepa. I nadal ją lubimy, bo jest bardzo wygodna na miejscu. Gorzej, kiedy trzeba z nią manewrować po campingu albo często zmieniać miejsce.

Dlatego coraz częściej myślimy o kamperze. Byłby chyba bardziej dopasowany do naszego sposobu podróżowania...

Ale na razie mamy to, co mamy -kilka namiotów, samochód, sporo campingowego sprzętu i rodzinę, która najwyraźniej całkiem dobrze czuje się w takim wakacyjnym chaosie.

I chyba właśnie o to w tym wszystkim chodzi.

Nie o to, żeby wakacje były idealne.

Tylko żebyśmy mogli pojechać tam, gdzie akurat mamy ochotę, rozłożyć nasz mały dom kawałek dalej od codzienności i przez kilka dni żyć trochę inaczej.

A potem wszystko spakować. I wrócić do naszego prawdziwego domu.

💛Może dlatego tak dobrze czujemy się z namiotem. Przez kilka tygodni możemy nie mieć własnej ściany, własnej kuchni ani nawet własnego kawałka podłogi.

A jednak wystarczy rozstawić namiot, postawić krzesła, rozwiesić ręczniki i już po chwili mamy swoje małe miejsce.

Chyba po prostu lubimy mieć dom tam, gdzie akurat jesteśmy.

Nawet jeśli czasem przecieka. 😉

Listy z Pogórza

Raz w miesiącu list z Wilczysk — bez reklam, bez alertu przy każdym artykule. Więcej o liście.

Link do wypisania w każdym mailu.