Menu

Lato na wsi. Piękne, pachnące i bardzo pracowite

Lato na wsi. Piękne, pachnące i bardzo pracowite

Lato na wsi znacząco różni się od tej pory roku w mieście.

Nie ma zbyt wiele wspólnego z tym sielskim obrazkiem z reklam, gdzie ktoś siedzi na leżaku z książką, popija coś zimnego, a dookoła wszystko rośnie samo.

Bo nie rośnie.

Lato na wsi jest piękne. Pachnie lawendą, rozgrzaną ziemią i świeżymi owocami. Wieczorami powietrze ma zupełnie inny zapach niż w mieście. Ale jednocześnie jest to jeden z najbardziej pracowitych okresów w roku.

Trawa rośnie i trzeba ją kosić. Warzywa trzeba podlewać. Ziemniaki okopać. Pomidory podwiązać. Krzaczki doglądać. A kiedy coś w końcu urośnie — trzeba to zebrać, przynieść do domu i jeszcze coś z tym zrobić.

Bo ogród ma taką zasadę, że najpierw prosi o uwagę, a później odwdzięcza się plonami.

Dlatego latem rzadko zdarza nam się po prostu usiąść na leżaku...No chyba że wieczorem. Kiedy słońce już zachodzi, praca na dziś jest zrobiona, a my możemy na chwilę usiąść przed domem i popatrzeć, co udało się zrobić.

To właśnie dlatego lato praktycznie w całości spędzamy w Wilczyskach.

Mamy tutaj kilka krzaków czerwonej i czarnej porzeczki, które zastaliśmy już po zakupie siedliska. Wtedy były mocno zaniedbane, zarośnięte i trochę zapomniane. Przez kilka lat powoli doprowadzaliśmy je do porządku... i... dosadziliśmy kilka nowych. Do tego agrest i porzeczkoagrest.

Nie są to oczywiście ilości przemysłowe - nie zbieramy skrzynek owoców, ale od kilku lat mamy swoją własną porzeczkę.

I dla mnie lato pachnie właśnie nią.


Porzeczka


Najbardziej lubię czerwoną porzeczkę. Jest lekko kwaśna, orzeźwiająca i idealna do domowych przetworów. Dzieci najbardziej lubią dżemy z czarnej porzeczki, a ja chyba najbardziej ten z czerwonych owoców.

Najlepszy? Do naleśników.

A kiedy zimą otwieram taki słoik, od razu wracam myślami do lata w Wilczyskach- do słońca, krzaków uginających się od owoców i tych kilku chwil, kiedy wszystko było dokładnie tam, gdzie powinno być.

Lato to też lawenda.

Lawenda

Mamy jej małe poletko. Daleko mu do perfekcyjnych zdjęć z katalogów i fioletowych pól ciągnących się po horyzont. Ale właśnie to lubię najbardziej — że jest nasze. W tym roku z kilkunastu niewielkich krzaczków udało mi się zebrać cały koszyk. Teraz lawenda zdobi drzwi wejściowe po obu stronach domu.

Taki mały kawałek lata zostaje z nami trochę dłużej.

Wianek z lawendy na drzwi

Oczywiście latem nie może zabraknąć ogórków i cukinii, chociaż w tym roku na razie nie jest z nimi najlepiej. Może taki sezon, może pogoda, a może po prostu ogród po raz kolejny postanowił przypomnieć nam, kto tutaj naprawdę rządzi 😉


Ogórki i cukinie

Bo można planować, sadzić i pielęgnować, a potem natura i tak robi swoje.

Za to są pomidory.

Uprawiamy je od kilku lat z większym lub mniejszym sukcesem. Czasem coś wychodzi pięknie, czasem uczymy się na błędach. Ale chyba nic nie zastąpi smaku pomidora zerwanego prosto z krzaka -takiego jeszcze ciepłego od słońca. Dla mnie jest lepszy niż najlepsze słodycze.


Pomidory

Lato na wsi ma też swoje dźwięki.

Rano często słychać traktory. Później przychodzą żniwa i pojawiają się kombajny. Jeżdżą kosiarki i różne maszyny rolnicze.

Dla jednych to hałas, dla mnie to część tego miejsca. To znak, że wokół cały czas coś się dzieje.

Są też owady - dużo owadów 😉 - pracowite pszczoły, wlatujące do domu klecanki, wszędobylskie mrówki, czy też ciekawskie szerszenie.

Lato zaczyna się dla mnie też świetlikami.

Pierwszy raz zobaczyłam je właśnie tutaj, w Wilczyskach. W mieście nigdy ich nie spotkałam.

Pod deskami, którymi obity jest nasz dom, latem pojawiają się nietoperze. Nie udało mi się jeszcze zobaczyć ich na tyle dobrze, żeby rozpoznać gatunek, bo są niesamowicie szybkie. Ale sama świadomość, że są gdzieś obok, bardzo mnie cieszy.

I chyba właśnie takie małe rzeczy najbardziej przypominają mi, dlaczego lubię to miejsce.

Najbardziej lubię poranki...Zaraz po przebudzeniu idę sprawdzić szklarnię i pole. Zobaczyć, co urosło, co nie urosło i co znowu wymaga naszej uwagi. pooddychać tymi wszystkimi zapachami - ziemią, roślinami, porannym powietrzem.

Później mogę usiąść do komputera i pracy zawodowej, bo przecież latem nadal pracuję zdalnie. Ale kiedy za oknem mam taki widok, nawet tabelki w Excelu wydają się trochę mniej straszne.

Lubię też chodzić boso po trawie...Chociaż tutaj trzeba pamiętać o różnych małych mieszkańcach tej trawy 😉

Lato na wsi nie jest leniwe - jest pełne pracy, brudnych rąk, podlewania, zbiorów i wieczornego zmęczenia.

Ale jest też pełne zapachów, smaków i chwil, których nie da się kupić.

Pierwszego pomidora z krzaka.

Słoika przetworów otwieranego zimą.

Światła padającego na stary dom.

Wieczoru, kiedy po całym dniu pracy można usiąść przed domem i pomyśleć: dobrze, że tu jesteśmy. 

💛 Bo chyba właśnie o to chodzi w tym miejscu.

Nie o to, żeby nic nie robić i uciec od świata. Bo prawda jest taka, że tutaj zawsze jest coś do zrobienia — chwasty same nie znikają, trawa sama się nie skosi, a rzeczy do naprawy jakoś ciągle się znajdują 😉

Ale potem przychodzi wieczór. Siadam przed starym domem, patrzę na ogród, las i wszystko, co powoli tu tworzymy. Widzę, ile jeszcze jest do zrobienia, ile rzeczy nadal robimy pierwszy raz i ilu rzeczy jeszcze musimy się nauczyć.

I chyba właśnie to najbardziej lubię w tym miejscu.

Że ono nie jest gotowe.

My też nie.

Ale jesteśmy dokładnie tam, gdzie chcieliśmy być.

Podobają Ci się nasze artykuły?

Otrzymuj nowe wpisy prosto na skrzynkę — bez spamu, bez konta. Tylko to, co najlepsze z farmy.