Menu

Życie na dwa domy. O rzeczach, których nie widać na zdjęciach

Życie na dwa domy. O rzeczach, których nie widać na zdjęciach

Kiedy pokazujemy Wilczyska, najczęściej widać ogród, stary dom, las, szklarnię albo kolejne słoiki ustawione na półkach w spiżarni.

Rzadziej pokazujemy drugą stronę tego życia.

Bo nasze życie od kilku lat toczy się pomiędzy dwoma miejscami.

Między Krakowem a Wilczyskami.

Latem mieszkamy głównie tutaj, na Pogórzu. Ale nawet wtedy co jakiś czas trzeba pojechać do Krakowa. Coś załatwić, odebrać, zawieźć, dopilnować. To tylko około 130 kilometrów w jedną stronę, ale w praktyce oznacza ponad 260 kilometrów jazdy i często pięć godzin spędzonych w samochodzie. Zwłaszcza latem, kiedy drogi są pełne, a upał potrafi dać się we znaki.

W roku szkolnym wygląda to zupełnie inaczej.

Od poniedziałku do piątku jesteśmy w Krakowie. W piątek, po pracy i po szkole, pakujemy samochód i jedziemy do Wilczysk. Czasem jest już ciemno, człowiek jest zmęczony po całym tygodniu, a przed nami jeszcze ponad dwie godziny drogi.

To nie zawsze jest romantyczna podróż na wieś - najczęściej jest to po prostu kolejny punkt tygodniowego planu.

Przez te wszystkie lata osiągnęliśmy chyba mistrzostwo w pakowaniu.

W obu domach mamy część rzeczy podwójnych, ale przecież nie da się zdublować wszystkiego. Zwłaszcza kiedy dzieci rosną szybciej niż zdążymy kupić nowe ubrania.

I wtedy zaczyna się klasyczne:

– „A gdzie są kalosze?”

– „Nie wiem... chyba w Krakowie.”

– „Nie, w Wilczyskach.”

– „Na pewno?”

Bywa też odwrotnie. Kupuję coś drugi raz, bo jestem przekonana, że w jednym domu tego nie ma. Po czym okazuje się, że brakuje tego... w drugim.

Są też rzeczy, których po prostu nie da się mieć w dwóch egzemplarzach.

Najbardziej pamiętam służbowy laptop, który został kiedyś w Wilczyskach. Była zima, padał śnieg, a następnego dnia musiałam normalnie pracować. Nie było wyjścia — trzeba było wsiąść do pociągu i po niego pojechać. Na szczęście skończyło się dobrze, głównie dzięki sąsiadom, którzy znowu okazali się niezastąpieni.

Takich historii uzbierało się przez lata więcej.

Weekend w Krakowie? Czasem bardzo by się przydał... Ale akurat trzeba posadzić czosnek. Albo skosić trawę. Albo zebrać porzeczki, bo jeśli poczekają jeszcze tydzień, będzie już za późno.

Nasza córka mogłyby chyba mieszkać w Wilczyskach przez cały rok (chociaż pewnie tęskniłaby za swoją szkołą, kolegami z klasy i lekcjami jazdy na deskorolce). Starszy syn ma już szesnaście lat i coraz częściej w weekend chce spotkać się z kolegami. Na szczęście są babcie, które od czasu do czasu przyjmują pod swój dach takiego "zbłąkanego wędrowca", gdy ten o to poprosi.

Kiedy latem mieszkamy w Wilczyskach, pojawia się inny problem - kwiaty w krakowskim mieszkaniu. Nie zliczę już roślin, które przegrały z naszym dwudomowym życiem. Do tego dochodzi poczta, różne sprawy urzędowe i cała codzienność, która przecież nie znika tylko dlatego, że akurat jesteśmy gdzie indziej.

No i sprzątanie.

Bo dwa domy to również dwa miejsca, o które trzeba dbać. Dwa odkurzacze, dwie ( a nawet więcej ) łazienki, dwie kuchnie... a doba nadal ma tylko dwadzieścia cztery godziny...

Czasem śmieję się, że mam lekkie rozdwojenie jaźni.

Kiedy jestem w Krakowie, tęsknię za Wilczyskami - za ciszą, lasem, porannym obchodem szklarni i widokiem ze wzgórza.

A kiedy spędzamy dłuższy czas w Wilczyskach, zdarza mi się zatęsknić za Krakowem - za tym, że mogę w kilka minut pójść na Kleparz po świeże warzywa, że teatr, księgarnia czy kawiarnia są właściwie na wyciągnięcie ręki.

I chyba właśnie dlatego nie lubię, kiedy ktoś pyta, gdzie mieszkamy "tak naprawdę".

Bo prawda jest taka, że trochę tu i trochę tam.

Każde z tych miejsc daje nam coś innego.

Każde z tych miejsc daje nam coś innego.

Kraków daje możliwości, pracę i wygodę. Wilczyska dają przestrzeń, ogród, las i ludzi, których chyba nigdy byśmy nie poznali, gdyby nie ten stary dom na wzgórzu.

Czy takie życie bywa męczące?

Bardzo.

Czy czasem komplikuje wszystko bardziej, niż byśmy chcieli?

Zdecydowanie.

Ale był to nasz świadomy wybór.

I mimo wszystkich logistycznych łamigłówek, pakowania, zapomnianych rzeczy i kilometrów przejechanych między Krakowem a Wilczyskami, ani przez chwilę go nie żałujemy.

Bo są miejsca, które stają się domem nie dlatego, że mieszkamy w nich codziennie.

Tylko dlatego, że zawsze chcemy do nich wracać.

💛 Dziś już wiemy, że życie między dwoma miejscami nie jest etapem ani chwilową przygodą...To po prostu nasza codzienność.

Nie zawsze wygodna, ale za to bardzo prawdziwa.

I chyba właśnie taka miała być.

Listy z Pogórza

Raz w miesiącu list z Wilczysk — bez reklam, bez alertu przy każdym artykule. Więcej o liście.

Link do wypisania w każdym mailu.