Są takie warzywa, na które czeka się z utęsknieniem.
Pierwszy pomidor. Pierwszy ogórek. Pierwsza marchewka.
A potem jest... cukinia.
Na początku cieszy. Pierwsza trafia na grilla, kolejna do zupy, następna do placków. A później człowiek wychodzi rano do ogrodu i zastanawia się, skąd znowu wzięły się dwie kolejne.
Mam wrażenie, że cukinia rośnie najlepiej wtedy, kiedy przestaje się na nią patrzeć. Wystarczy dwa dni nieuwagi i z niewielkiego warzywa robi się prawdziwy olbrzym.

Bywały u nas lata, kiedy cukinia naprawdę przejmowała kontrolę nad ogrodem. Pisałam już o tym kiedyś we wpisie „Rok, w którym cukinia przejęła kontrolę”. Wtedy szukałam coraz to nowych sposobów na jej wykorzystanie. Powstawała zupa, cukinia marynowana, w musztardzie francuskiej, sałatka z cukini, dżem, a w końcu także ketchup z cukinii.
I właśnie on między innymi został z nami na dłużej.
W tym roku natura postanowiła jednak przypomnieć mi, że niczego nie można planować zbyt dokładnie.... Nasze cukinie wyjątkowo upodobały sobie ślimaki... Coś tam oczywiście urosło, ale większość krzaków była tak mocno podgryziona, że właściwie przestawała rosnąć. Po raz kolejny ogród pokazał, że zawsze ma własny plan.
Na szczęście z pomocą przyszła sąsiadka. Grażyna – dziękuję! ❤️
Dostałam od niej kilka pięknych cukinii i dzięki temu również w tym roku mogłam przygotować kilka słoiczków naszego ulubionego ketchupu.
I pomyślałam sobie, że to też jest trochę urok życia na wsi.
Jednego roku to my mamy nadmiar i dzielimy się z innymi, a innego roku ktoś ratuje nas.
Lubię robić przetwory.Nie dlatego, że muszę. Po prostu lubię świadomość, że zimą mogę otworzyć słoik i przypomnieć sobie lato.
Ketchup z cukinii jest właśnie jednym z takich smaków.
Najbardziej lubię go na zwykłej kanapce z dobrym chlebem, serem albo wędliną.
Niby nic wielkiego, a jednak smakuje zupełnie inaczej niż kupiony w sklepie.
Nie twierdzę, że to najlepszy ketchup na świecie. Pewnie każdy ma swój ulubiony przepis.
Ten jest po prostu nasz.
Od kilku lat wracam właśnie do niego.
I chyba najlepszą rekomendacją jest to, że kiedy kończą się ostatnie słoiki, domownicy zaczynają pytać, kiedy znowu będzie sezon na cukinię.
Nasz ketchup z cukinii
Z podanych proporcji wychodzi około 5 niewielkich słoiczków.
Składniki
- około 1,5 kg cukinii
- około 0,5 kg cebuli
- 1,5 łyżki soli do przetworów
- ½ szklanki cukru
- 3–4 ząbki czosnku (opcjonalnie)
- 80 ml octu spirytusowego 10%
- 1 łyżeczka ostrej papryki
- 1 łyżeczka słodkiej papryki
- ½ łyżeczki mielonego pieprzu
- 400 g koncentratu pomidorowego
Opcjonalnie można dodać 1–2 starte jabłka. Ketchup będzie wtedy miał nieco łagodniejszy, lekko owocowy smak.
Jak go robię?
Cukinię obieram. Jeśli jest większa, usuwam środek z pestkami – najłatwiej zrobić to zwykłą łyżką.
Ścieram ją na tarce. Ostatnio wyręcza mnie w tym robot kuchenny, ale zwykła tarka również świetnie się sprawdzi. Ja wolę drobniejsze oczka, choć grubsze też będą dobre.

Tak samo ścieram cebulę. Można ją również rozdrobnić w malakserze.
Cukinię i cebulę mieszam w dużej misce z solą.
Można odstawić całość na godzinę lub dwie, żeby warzywa puściły sok i szybciej się ugotowały.
Ja zazwyczaj... nie czekam. Należę raczej do niecierpliwych, więc od razu przekładam wszystko do garnka i zaczynam gotowanie.

Po chwili dodaję cukier i gotuję całość około 30 minut.
Następnie dorzucam pokrojony czosnek. Jeśli ktoś go nie lubi, spokojnie można ten krok pominąć.
Po kolejnych kilkunastu minutach dodaję ocet, obie papryki w proszku, pieprz oraz koncentrat pomidorowy.
Używam koncentratu, a nie passaty, bo ketchup powinien być gęsty.

Całość gotuję jeszcze około 10 minut.

Na koniec wszystko dokładnie blenduję na gładką masę.
Gorący ketchup przelewam do wyparzonych słoików, mocno zakręcam i ustawiam do góry dnem na około 12 godzin.

Ja dodatkowo już ich nie pasteryzuję, bo nigdy nie miałam z nimi problemu. Jeśli jednak wolicie mieć dodatkowe zabezpieczenie, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby słoiki jeszcze zapasteryzować.
Ketchup świetnie smakuje z kanapkami, wędlinami, serem, frytkami, pieczonymi ziemniakami, a nawet pizzą.
💛 Coraz częściej myślę, że przetwory to nie tylko sposób na wykorzystanie nadmiaru warzyw. To trochę taki letni pamiętnik zamknięty w słoikach.
Każdy z nich przypomina mi inny sezon.
Jednego roku cukinii było tyle, że nie nadążałam jej rozdawać. W tym roku sama wróciłam do domu z cukiniami od sąsiadki.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię ogród.
Bo uczy, że nie każdy sezon wygląda tak samo. Raz to my dzielimy się plonami, a innym razem ktoś dzieli się nimi z nami. A później wszyscy możemy usiąść przy stole i cieszyć się tym, co udało się zamknąć w słoikach.
Komentarze