Wakacje i urlop oznaczają trochę więcej czasu na zastanowienie się nad kolejnymi artykułami, planami i pracami w gospodarstwie. Tym razem na pierwszym planie pojawił się czarny bez.
Kalendarz jest w tym przypadku nieubłagany. Jeżeli chcemy wykorzystać kwiaty, trzeba o nich myśleć już późną wiosną i na początku lata. Kilka miesięcy później przychodzi kolej na owoce – zwykle w sierpniu i wrześniu. Dokładny termin, podobnie jak przy zbiorze kwiatów, zależy oczywiście od lokalnych warunków, pogody, stanowiska i przede wszystkim od dojrzałości owoców.
U nas najlepszy czas na zbiór przypada zwykle na koniec sierpnia i początek września. Najważniejsze jest jednak nie to, co pokazuje kalendarz, ale sam owoc. Musi być dojrzały – ciemny, niemal czarny, dobrze wybarwiony i znajdujący się w pełni sezonu.
O rosnącym na terenie naszego siedliska czarnym bzie już pisaliśmy — w tekście Bez, którego nie chcieliśmy stracić. To nie jest roślina, którą tutaj posadziliśmy. Była częścią tego miejsca, zanim zaczęliśmy je zagospodarowywać. Można więc powiedzieć, że czarny bez jest jedną z roślin zastanych na naszym gospodarstwie. My tylko pomogliśmy mu się rozwinąć.
I chyba właśnie to jest w nim najciekawsze.
Krzaków jest dużo, są duże i dobrze rozwinięte, a przy odpowiednich warunkach bardzo obficie kwitną i owocują. W praktyce jest to chyba jedyna roślina na naszym gospodarstwie, która wymaga od nas tak niewiele pracy, a jednocześnie daje tak dużo surowca. Można powiedzieć, że niemal sama kwalifikuje się do uprawy „przemysłowej” – przynajmniej patrząc na ilość tego, co jesteśmy w stanie zebrać bez zakładania plantacji od zera.
Nie jest to oczywiście przypadek. Czarny bez bardzo dobrze wykorzystuje konkretne warunki siedliska. W miejscach, w których ma odpowiednią wilgotność, żyzną glebę i wystarczająco dużo światła, potrafi rosnąć naprawdę bujnie. I właśnie dlatego zamiast walczyć z nim, postanowiliśmy wykorzystać to, co już tutaj mamy.

Od kwiatów do owoców
Obecnie, o czym już pisaliśmy, z kwiatów wytwarzamy ograniczoną ilość soku — zobacz syrop z kwiatów bzu — a z owoców przygotowujemy przede wszystkim dżemy. Kwiaty trafiają też do dżemu truskawkowego z nutą bzu. To zresztą jeden z tych przypadków, kiedy przetworzenie własnego surowca daje znacznie więcej satysfakcji niż samo jego zebranie.

W tym roku chciałbym spróbować jeszcze jednej rzeczy – zrobić niewielką ilość wina z czarnego bzu.
To nie jest szczególnie nowy pomysł. W czasach mojego dzieciństwa domowe wina z różnych owoców były czymś znacznie bardziej powszechnym niż dzisiaj. Nie mówię tutaj o produkcji na dużą skalę, ale o kilku czy kilkunastu butelkach przygotowanych z tego, co akurat rosło w ogrodzie, sadzie czy na działce.
Dzisiaj takie rzeczy trochę zniknęły z codzienności. Być może dlatego tym bardziej mam ochotę sprawdzić, czy da się do tego wrócić.
Zobaczymy, czy się uda i czy czas pozwoli. To zresztą stały problem na naszym gospodarstwie – pomysłów i chęci zwykle jest więcej niż czasu na ich realizację.
Zanim jednak przejdziemy do kolejnych przetworów, warto nieco szerzej przyjrzeć się samej roślinie.
Czarny bez – kilka podstawowych informacji
Czarny bez (Sambucus nigra) to rodzimy, wieloletni krzew, który może z czasem osiągać rozmiary niewielkiego drzewa. W sprzyjających warunkach dorasta do kilku metrów wysokości, a stare egzemplarze mogą być naprawdę imponujące.
W Polsce spotkamy go bardzo często – na obrzeżach lasów, przy drogach, w zaroślach, na miedzach czy nieużytkach. Nie jest jednak wyłącznie dziką rośliną. Czarny bez od dawna jest również uprawiany, zarówno ze względu na kwiaty, jak i owoce.
Jego największą zaletą z punktu widzenia gospodarstwa jest prostota.
Nie wymaga specjalnych zabiegów, dobrze znosi różne warunki glebowe i może rosnąć zarówno w pełnym słońcu, jak i w półcieniu. Najlepiej czuje się na glebach żyznych, wilgotnych, ale nie podmokłych. Jest również bardzo odporny i po zadomowieniu praktycznie radzi sobie sam.
I właśnie ta cecha sprawia, że na gospodarstwie takim jak nasze może być szczególnie interesujący.
W skrócie
Terminy są oczywiście orientacyjne. Na naszym gospodarstwie różnica pomiędzy poszczególnymi stanowiskami potrafi być zauważalna, dlatego w praktyce bardziej niż kalendarz liczy się obserwacja roślin.
Kwiaty, owoce i trochę zdrowia
Czarny bez ma długą historię zastosowania kulinarnego i tradycyjnego zastosowania zielarskiego. Zarówno kwiaty, jak i owoce zawierają związki bioaktywne, między innymi polifenole i flawonoidy. Współczesne badania interesują się ich właściwościami antyoksydacyjnymi i przeciwzapalnymi, ale warto zachować tutaj trochę zdrowego rozsądku.
W internecie można znaleźć bardzo długą listę rzekomych właściwości leczniczych czarnego bzu. Problem polega na tym, że wyniki badań laboratoryjnych czy badań na zwierzętach nie są tym samym co potwierdzone działanie lecznicze u człowieka. Przeglądy badań wskazują na potencjalnie korzystne właściwości owoców, ale jednocześnie podkreślają, że liczba dobrej jakości badań klinicznych jest nadal ograniczona.
Dlatego na Windy Farm wolę napisać po prostu: czarny bez jest wartościowym surowcem spożywczym, zawierającym wiele interesujących związków bioaktywnych, ale nie będziemy robić z niego cudownego lekarstwa.
To zresztą zupełnie wystarczy.
Ważne: owoce trzeba przetworzyć
Jest tutaj jednak rzecz znacznie ważniejsza od wszystkich potencjalnych właściwości zdrowotnych.
Surowych, niedojrzałych owoców czarnego bzu nie należy jeść.
Owoce i inne części rośliny zawierają związki, które mogą powodować objawy zatrucia, między innymi glikozydy cyjanogenne. Problem dotyczy szczególnie niedojrzałych owoców. Owoce przeznaczone do spożycia powinny być dojrzałe i poddane odpowiedniej obróbce termicznej.
To istotne również w kontekście naszego planowanego wina. Nie jest to powód, żeby z czarnego bzu rezygnować – przeciwnie, dojrzałe owoce od dawna wykorzystuje się do przygotowania przetworów, soków czy wina – ale trzeba pamiętać, że czarny bez nie jest owocem, który po prostu zrywamy i jemy prosto z krzaka.

Jak rozmnażać czarny bez?
Jeżeli mamy już zdrowy i dobrze owocujący krzew, zakup kolejnych sadzonek nie zawsze ma większy sens. Czarny bez można stosunkowo łatwo rozmnożyć wegetatywnie.
W naszym przypadku szczególnie interesujące są młode pędy wyrastające w pobliżu starszych krzewów. Jeżeli chcemy powiększyć istniejące stanowisko, możemy wykorzystać materiał, który i tak pojawia się wokół roślin.
1. Młode odrosty i młode pędy
Jeżeli przy starszym krzewie pojawia się młoda roślina mająca własną część systemu korzeniowego, można spróbować ją oddzielić i przesadzić.
Najlepiej robić to w okresie spoczynku – wczesną wiosną przed rozpoczęciem intensywnego wzrostu albo jesienią po zakończeniu wegetacji.
W praktyce wygląda to dość prosto:
- wybieramy zdrowy, dobrze rozwinięty młody pęd,
- ostrożnie odsłaniamy miejsce, w którym łączy się z rośliną mateczną,
- jeżeli ma własne korzenie, oddzielamy go ostrym narzędziem,
- przesadzamy w przygotowane, wilgotne miejsce,
- w pierwszym okresie dbamy przede wszystkim o to, aby młoda roślina nie przesychała.
Nie każdy młody pęd będzie miał wystarczający system korzeniowy, dlatego nie warto robić z tego operacji chirurgicznej. Jeżeli roślina nie chce się łatwo oddzielić, lepiej zastosować jedną z metod sadzonkowania.
2. Sadzonki zdrewniałe
To jedna z klasycznych metod rozmnażania czarnego bzu.
W okresie spoczynku można pobrać zdrowe, jednoroczne fragmenty pędów i przygotować z nich sadzonki. Zwykle wykorzystuje się odcinki kilkunastocentymetrowe, które umieszcza się w wilgotnym podłożu tak, aby część pąków znalazła się nad powierzchnią.
Ważniejsze od dokładnego trzymania się jednej liczby centymetrów jest to, żeby materiał był zdrowy, nieprzesuszony i pochodził z silnego pędu.
Czarny bez ma tę przyjemną cechę, że sadzonkowanie nie jest szczególnie skomplikowane. Nie trzeba od razu budować profesjonalnej szkółki.
RHS zaleca rozmnażanie czarnego bzu właśnie przez sadzonki zielne lub zdrewniałe.
3. Sadzonki zielne i półzdrewniałe
Drugą możliwością są młode pędy pobierane wiosną i na początku lata.
Przygotowujemy kilkunastocentymetrowe sadzonki, usuwamy dolne liście i umieszczamy je w lekkim, stale wilgotnym podłożu. Wysoka wilgotność powietrza i lekkie zacienienie pomagają ograniczyć wysychanie.
Ta metoda może być bardzo skuteczna, ale wymaga większej kontroli niż sadzonki zdrewniałe. W praktyce trzeba po prostu pamiętać o podlewaniu i nie dopuścić do przesuszenia materiału.
4. Odkłady
Jest jeszcze metoda dla cierpliwych.
Niski i elastyczny pęd można przygiąć do ziemi, unieruchomić i lekko przysypać podłożem. Po wytworzeniu własnych korzeni oddzielamy go od rośliny matecznej i przesadzamy.
To metoda mało efektowna, ale bardzo naturalna. Roślina wykonuje większość pracy za nas.
5. Zakup sadzonki w szkółce
Jeżeli jednak chcemy założyć większe stanowisko od początku albo zależy nam na konkretnej odmianie, zakup gotowych sadzonek ma oczywiście sens.
W uprawie owocowej spotkać można między innymi odmiany takie jak Haschberg czy Sampo. Istnieją również odmiany ozdobne, jak popularna 'Black Beauty', ale w tym przypadku głównym celem jest wygląd rośliny, a nie maksymalizacja zbioru owoców.
I tutaj pojawia się podstawowe pytanie: czy chcemy mieć konkretną odmianę, czy po prostu więcej czarnego bzu?
Jeżeli mamy na gospodarstwie zdrowy, dobrze owocujący krzew, który przez lata sprawdził się dokładnie w naszych warunkach, rozmnożenie właśnie jego może być całkiem rozsądnym rozwiązaniem.
6. Nasiona – możliwe, ale po co?
Czarny bez można również rozmnażać z nasion. Jest to jednak metoda bardziej czasochłonna i mniej przewidywalna, szczególnie jeżeli zależy nam na zachowaniu cech konkretnego krzewu.
Siewka nie musi być kopią rośliny, z której pochodzi nasiono.
Dlatego jeżeli chcemy po prostu powiększyć sprawdzoną populację na gospodarstwie, znacznie bardziej praktyczne będą sadzonki lub inne formy rozmnażania wegetatywnego.
A u nas?
Właśnie dlatego czarny bez jest dla mnie ciekawszy niż wiele roślin, które teoretycznie moglibyśmy posadzić na kilku hektarach.
Nie musieliśmy zaczynać od zakupu sadzonek, przygotowania pola, nawadniania i wieloletniego czekania na pierwsze zbiory.
On już tutaj był.
My tylko zaczęliśmy patrzeć na niego trochę inaczej.
Z rośliny, która po prostu rosła na skraju siedliska, stał się surowcem na sok, dżem, a być może również na pierwsze własne wino. Jeżeli dodatkowo uda się go rozmnożyć i wykorzystać kolejne odpowiednie miejsca na gospodarstwie, może się okazać, że mamy tutaj całkiem interesującą, niemal bezobsługową „uprawę”.
A to w gospodarstwie, gdzie pracy nigdy nie brakuje, jest argument trudny do zignorowania.

Komentarze