Menu

Od czegoś trzeba zacząć, czyli remont czas start...

Od czegoś trzeba zacząć, czyli remont czas start...

Czasem zaczyna się nie od tego, co najważniejsze...

Tylko od tego, co najbardziej pilne...

Po długich poszukiwaniach opisanych już w osobnym blogu, w końcu trafiliśmy na ekipę remontową, z którą od razu poczuliśmy, że to dobry wybór.

I wtedy wszystko mogło się zacząć.

A właściwie — prawie wszystko.

Bo dom musiał jeszcze poczekać.

Najpierw była stodoła.

Trochę nadgryziona czasem., z przeciekającym dachem i ścianą, która trzymała się już bardziej siłą przyzwyczajenia niż konstrukcji.

Nie było wyjścia — zaczęliśmy od niej.

Remont ruszył późną jesienią. Taką już bardziej szarą niż złotą. Dni były krótkie, wilgotne. Czasem padał deszcz, czasem coś pomiędzy deszczem a śniegiem. Zimno, które wchodzi pod kurtkę i zostaje na dłużej.

Robert pojechał do Wilczysk i pracował z ogrzewanej przyczepy, a w tym czasie ekipa zajmowała się stodołą.

Panowie trochę się dziwili, że zaczynamy właśnie od tego budynku i że na „zwykłą” stodołę wybraliśmy takie pokrycie.

A my wiedzieliśmy swoje.

Zdecydowaliśmy się na blachodachówkę przypominającą gont, z posypką wulkaniczną. Trochę na przekór, ale też z myślą o tym miejscu. Kiedyś w okolicy dachy były właśnie gontowe — chcieliśmy do tego nawiązać, nawet jeśli w momencie zakupu zarówno dom, jak i stodoła miały już dachówkę cementową.

I chcieliśmy jednego — żeby wszystko do siebie pasowało.

Dlatego to pokrycie było dla nas specjalnie sprowadzane.

Sam remont nie był szczególnie skomplikowany i poszedł całkiem sprawnie. Może właśnie dlatego, że wszyscy chcieli mieć to już za sobą — zanim zima rozgości się na dobre.

A razem z nim przyszła pierwsza zmiana, którą naprawdę było czuć.

Zyskaliśmy przestrzeń . Miejsce do przechowywania, choć w stodole wciąż zostało sporo starych rzeczy — w tym jakaś dawna maszyna, chyba do siekania słomy.

Ale pojawiło się też coś więcej.

Taras - prosty, ale wystarczający. Taki, na którym można było usiąść rano z kubkiem czegoś ciepłego. Nawet jeśli powietrze szczypało w dłonie. Zjeść śniadanie. Powiesić pranie bez patrzenia co chwilę w niebo. Albo przyjąć gości — spokojnie, bez pośpiechu.

Stodoła zaczęła żyć.

Od czegoś trzeba zacząć, czyli remont czas start...

A dom… wciąż czekał. I to czekanie było trudne. Trochę bolało patrzeć, jak dalej niszczeje, szczególnie w taką pogodę.

Ale była już ekipa. Był plan. I pojawiła się nadzieja, że to tylko kwestia czasu.

Zanim jednak dom doczekał się swojej kolejki, powstała jeszcze szopka — w miejscu starej królikarni. Praktyczna, potrzebna. Dla narzędzi. I dla tych, którzy dzień po dniu pomagali nam to wszystko odbudować.

💛 Patrząc z perspektywy, to był dopiero początek. Chłodny, mokry i trochę niewygodny. Ale bardzo prawdziwy...